Hosting seo – prawda czy mit? Czy istnieją hostingi lepsze i gorsze pod kątem widoczności w wyszukiwarkach? Niedawno
Artykuł Jak założyć Profil Firmy w Google? pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Google zmienił nazwę usługi z Google Moja Firma na Profil Firmy w Google. W praktyce oznacza to, że nie zakładasz już wizytówki Google Moja Firma w dawnym rozumieniu, tylko tworzysz lub zgłaszasz prawa do Profilu Firmy w Google. Profilem możesz zarządzać bezpośrednio w wyszukiwarce Google, w Mapach Google lub przez stronę business.google.com.
Profil Firmy w Google jest wygodny i darmowy. Jego powszechność i dostępność sprawiają, że przedsiębiorcy mogą zwiększyć widoczność swojej firmy w lokalnych wynikach wyszukiwania, a z czasem dodatkowym atutem stają się opinie klientów. Zatem jak założyć wizytówkę? O tym przeczytasz w poniższym artykule.
Czym jest Profil Firmy w Google?
Profil Firmy w Google to bezpłatna wizytówka firmy, która może pojawiać się w wynikach wyszukiwania Google i w Mapach Google. Dzięki niej potencjalni klienci mogą szybko sprawdzić, czym zajmuje się Twoja firma, gdzie się znajduje, w jakich godzinach działa i jak można się z Tobą skontaktować.
Profil może zawierać m.in.:
- nazwę firmy;
- kategorię działalności;
- adres lub obsługiwany obszar;
- godziny otwarcia;
- numer telefonu;
- adres strony internetowej;
- zdjęcia i logo;
- opis firmy;
- produkty lub usługi;
- wpisy i aktualności;
- opinie klientów;
- pytania i odpowiedzi.
Google podkreśla, że Profil Firmy jest bezpłatny i pozwala zarządzać obecnością firmy w wyszukiwarce oraz Mapach Google. Sposób prezentowania profilu może różnić się zależnie od urządzenia i rodzaju zapytania. Użytkownik może m.in. sprawdzić numer telefonu, przejść na stronę internetową, zobaczyć godziny otwarcia lub wyznaczyć trasę do firmy w Mapach Google.
Ważne: nie każda działalność może utworzyć Profil Firmy. Zgodnie z wytycznymi Google firma powinna mieć bezpośredni kontakt z klientami — w swojej lokalizacji albo podczas świadczenia usług u klienta. Firmy działające wyłącznie online, które nie spotykają się z klientami osobiście, nie kwalifikują się do standardowego Profilu Firmy. Szczegółowe zasady znajdziesz w wytycznych Google dotyczących kwalifikacji firm.
Profil Firmy dla sklepu internetowego – czy można go założyć?
Jeśli prowadzisz wyłącznie sklep internetowy i nie masz miejsca, w którym klienci mogą Cię odwiedzić, ani nie spotykasz się z nimi osobiście podczas realizacji usług, nie możesz założyć Profilu Firmy w Google. Google wyklucza z tej usługi firmy działające wyłącznie online. Nie warto więc podawać adresu biura, magazynu, skrytki pocztowej czy wirtualnego biura tylko po to, aby pojawić się w Mapach Google.
Inaczej wygląda sytuacja, gdy sprzedaż internetowa jest tylko jednym z kanałów działalności. Jeśli sklep ma rzeczywisty punkt stacjonarny, showroom lub inne miejsce, w którym w podanych godzinach obsługuje klientów osobiście, taki punkt może kwalifikować się do utworzenia Profilu Firmy. Profil powinien wtedy opisywać właśnie tę rzeczywistą lokalizację, a nie sam sklep działający w internecie.
Co zrobić, jeśli prowadzisz wyłącznie e-commerce? Możesz zadbać o obecność sklepu w Google w inny sposób. Warto przede wszystkim skonfigurować Google Merchant Center, dzięki któremu informacje o produktach mogą być wykorzystywane w różnych usługach Google. Widoczność sklepu możesz dodatkowo rozwijać przez SEO, prawidłowe dane strukturalne produktów, Google Search Console oraz kampanie Google Ads. Brak Profilu Firmy nie oznacza więc, że sklep internetowy nie może być dobrze widoczny w Google.
Jak założyć Profil Firmy w Google?
Aby założyć profil firmy, potrzebujesz konta Google. Najlepiej użyć konta powiązanego z firmowym adresem e-mail — ułatwi to późniejsze zarządzanie profilem i przekazywanie dostępu innym osobom.
1. Wejdź na stronę dodawania firmy
Przejdź na stronę business.google.com/add i wybierz opcję dodania swojej firmy do Google. Następnie postępuj zgodnie z instrukcjami wyświetlanymi na ekranie.
Możesz też wpisać w Google frazę „moja firma” albo wyszukać nazwę swojej firmy i sprawdzić, czy profil już istnieje.

2. Dodaj nazwę firmy
Wpisz dokładną nazwę firmy. Powinna być zgodna z nazwą, której używasz w rzeczywistości — na stronie internetowej, szyldzie, materiałach firmowych lub dokumentach.
Nie dodawaj do nazwy zbędnych słów kluczowych, sloganów, numerów telefonu, adresu strony WWW ani informacji promocyjnych. Google wymaga, aby nazwa odpowiadała rzeczywistej nazwie firmy, a dodawanie niepotrzebnych informacji może skutkować problemami z profilem.

3. Wybierz rodzaj i kategorię działalności
Wybierz główny rodzaj działalności swojej firmy, a następnie jej kategorię. To ważny element profilu, ponieważ pomaga Google zrozumieć, czym zajmuje się Twoja firma i przy jakich zapytaniach może ją wyświetlać.

Przykłady kategorii:
- restauracja;
- sklep stacjonarny;
- mechanik samochodowy;
- agencja marketingowa;
- fryzjer;
- gabinet stomatologiczny;
- firma budowlana.
Wybierz kategorię, która najlepiej opisuje główną działalność firmy. Dodatkowe usługi możesz uzupełnić później w profilu.
4. Dodaj lokalizację lub obszar działania
Jeśli obsługujesz klientów w konkretnej lokalizacji, dodaj adres firmy. Dzięki temu profil może pojawić się w Mapach Google.
Jeżeli nie przyjmujesz klientów pod adresem firmy, ale dojeżdżasz do nich lub świadczysz usługi na określonym terenie, możesz ukryć adres i wskazać obsługiwany obszar. To dobre rozwiązanie np. dla hydraulików, ekip remontowych, mobilnych usług kosmetycznych czy firm działających u klienta.

5. Dodaj dane kontaktowe
W kolejnym kroku uzupełnij numer telefonu oraz adres strony internetowej. Jeśli nie masz jeszcze strony WWW, warto ją założyć — profil w Google pomaga klientom Cię znaleźć, ale własna strona daje więcej miejsca na przedstawienie oferty, cennika, realizacji, formularza kontaktowego i treści wspierających SEO.

6. Uzupełnij podstawowe informacje
Po dodaniu profilu uzupełnij jak najwięcej danych, m.in.:
- godziny otwarcia;
- opis firmy;
- zdjęcia;
- logo;
- zakres usług;
- produkty;
- link do rezerwacji lub kontaktu, jeśli dotyczy;
- atrybuty, np. dostępność dla klientów, formy obsługi, udogodnienia.
Aktualne dane zwiększają szansę, że klient wybierze właśnie Twoją firmę. Google wskazuje, że dokładne informacje — takie jak adres, godziny pracy, kontakt i zdjęcia — pomagają klientom znaleźć firmę i dowiedzieć się o niej więcej.
Co zrobić, jeśli profil firmy już istnieje?
Może się zdarzyć, że Twoja firma jest już widoczna w Google, mimo że jej nie dodawałeś. Taki profil mógł powstać na podstawie informacji dostępnych Google albo zostać dodany przez użytkowników Map Google.
W takiej sytuacji nie twórz duplikatu. Zamiast tego zgłoś prawa do istniejącego profilu.
Aby to zrobić:
- Otwórz Mapy Google.
- Wyszukaj nazwę firmy i miejscowość.
- Wybierz właściwy profil.
- Kliknij opcję „Zgłoś prawo do tej firmy” lub „Zarządzaj”.
- Wybierz dostępną metodę weryfikacji.
- Postępuj zgodnie z instrukcjami Google.
Jeżeli profil jest już zweryfikowany i zarządza nim ktoś inny, Google może wyświetlić informację, że inna osoba zarządza profilem. W takim przypadku wybierz opcję „Poproś o dostęp”. Obecny właściciel otrzyma prośbę i ma 3 dni na odpowiedź. Szczegółowy przebieg opisuje oficjalna instrukcja Google dotycząca odzyskiwania dostępu do Profilu Firmy.
Jak zweryfikować Profil Firmy w Google?
Weryfikacja potwierdza, że masz prawo zarządzać profilem firmy. Bez niej możesz mieć ograniczone możliwości edycji informacji i kontaktu z klientami.
Dostępne metody weryfikacji zależą od rodzaju firmy, lokalizacji, informacji dostępnych publicznie, regionu oraz godzin otwarcia. Google sam określa, które metody będą dostępne dla danego profilu — nie zawsze można wybrać dowolną opcję, a w niektórych przypadkach konieczne może być użycie więcej niż jednej metody.
Najczęstsze metody weryfikacji to:
- nagranie filmu;
- telefon lub SMS;
- e-mail;
- rozmowa wideo na żywo;
- pocztówka z kodem;
- weryfikacja natychmiastowa lub zbiorcza w wybranych przypadkach.
Po wykonaniu wymaganych czynności Google sprawdza przekazane informacje. Według aktualnej dokumentacji weryfikacja Profilu Firmy może potrwać do 5 dni roboczych, choć w niektórych przypadkach profil zostaje zweryfikowany od razu.
Weryfikacja za pomocą filmu
W niektórych przypadkach Google może poprosić o nagranie filmu potwierdzającego, że firma rzeczywiście działa pod wskazanym adresem lub na określonym obszarze. W filmie może być konieczne pokazanie m.in. lokalizacji firmy, oznakowania, sprzętu, produktów, dokumentów lub dostępu do części przeznaczonej dla pracowników.
Weryfikacja telefonem lub SMS-em
Jeśli ta metoda jest dostępna, Google wyśle kod weryfikacyjny SMS-em albo przekaże go przez połączenie telefoniczne. Następnie kod należy wpisać w profilu firmy.
Weryfikacja e-mailem
W przypadku części firm możliwa jest weryfikacja przez wiadomość e-mail. Przed wyborem tej metody sprawdź, czy masz dostęp do adresu pokazującego się na ekranie weryfikacji.
Weryfikacja pocztówką
Dawniej była to jedna z najpopularniejszych metod weryfikacji. Obecnie nie jest dostępna dla wszystkich firm. Jeśli Google ją udostępni, wyśle kod weryfikacyjny na adres firmy. Według informacji Google większość kodów pocztowych dociera w ciągu 14 dni.
Ważne: podczas oczekiwania na kod nie zmieniaj nazwy firmy, adresu ani kategorii i nie zamawiaj kolejnego kodu, ponieważ może to unieważnić wcześniej wysłany kod i wydłużyć proces.
Jak zarządzać Profilem Firmy w Google?
Jak widać, przygotowanie Profilu Firmy w Google nie jest trudne i nie wymaga specjalistycznej wiedzy. Po utworzeniu i zweryfikowaniu profilu możesz aktualizować dane firmy, dodawać zdjęcia, odpowiadać na opinie i na bieżąco uzupełniać informacje.
Zarządzanie w wyszukiwarce Google
- Zaloguj się na konto Google powiązane z profilem.
- Wpisz w wyszukiwarce nazwę swojej firmy lub frazę „moja firma”.
- Wybierz opcję edycji profilu.
- Wprowadź zmiany i kliknij Zapisz.
Zarządzanie w Mapach Google
- Otwórz aplikację Mapy Google.
- Zaloguj się na konto powiązane z profilem.
- Kliknij Firma.
- Wybierz Edytuj profil i wprowadź potrzebne zmiany.
Co warto dodać do Profilu Firmy w Google?
Samo założenie profilu to dopiero początek. Aby profil realnie pomagał w pozyskiwaniu klientów, warto regularnie go uzupełniać i aktualizować. Jest to również jeden z ważnych elementów SEO lokalnego, czyli działań zwiększających widoczność firmy dla osób szukających produktów lub usług w określonej okolicy.
Zadbaj szczególnie o:
- poprawną nazwę firmy;
- właściwą kategorię główną;
- aktualny adres lub obszar działania;
- godziny otwarcia, także w święta;
- numer telefonu;
- link do strony WWW;
- opis firmy;
- zdjęcia siedziby, zespołu, produktów lub realizacji;
- listę usług;
- produkty, jeśli prowadzisz sprzedaż;
- odpowiadanie na opinie klientów;
- publikowanie aktualności i ofert.
Szczególną uwagę warto zwrócić na recenzje. Regularnie odpowiadaj zarówno na pozytywne, jak i negatywne komentarze oraz ułatwiaj zadowolonym klientom pozostawienie opinii. Więcej praktycznych wskazówek znajdziesz w artykule jak skutecznie pozyskiwać opinie klientów.
Pamiętaj, że Profil Firmy w Google pomaga użytkownikom szybko znaleźć Twoją firmę, ale nie zastępuje strony internetowej. Najlepsze efekty daje połączenie obu elementów: aktualnego profilu w Google oraz dobrze przygotowanej strony internetowej.
Podsumowując: jeśli Twoja firma kwalifikuje się do Profilu Firmy w Google, samo założenie wizytówki zajmuje kilka kroków. Najważniejsze są prawidłowe dane, odpowiednia kategoria, weryfikacja oraz późniejsze regularne aktualizowanie profilu. Połączenie Profilu Firmy z dobrze przygotowaną stroną internetową dodatkowo pomaga budować widoczność firmy w Google.
Jeśli chcesz zwiększać widoczność nie tylko wizytówki, ale również swojej strony w wynikach wyszukiwania, możesz połączyć działania lokalne z szerszym pozycjonowaniem strony.
FAQ – zakładanie Profilu Firmy w Google
Nie pod tą nazwą. Usługa Google Moja Firma funkcjonuje obecnie jako Profil Firmy w Google. Wiele osób nadal wyszukuje starszą nazwę, ale oficjalnym określeniem używanym przez Google jest Profil Firmy w Google.
Wejdź na business.google.com/add, zaloguj się na konto Google, dodaj nazwę i dane firmy, wybierz kategorię, określ lokalizację lub obszar działania i wykonaj dostępną metodę weryfikacji. Jeśli profil firmy już istnieje, zamiast tworzyć nowy zgłoś do niego prawa.
Tak. Dodanie firmy, zgłoszenie praw do profilu i korzystanie z Profilu Firmy w Google jest bezpłatne.
Utwórz lub zgłoś prawa do Profilu Firmy w Google i podaj prawidłowy adres firmy albo obsługiwany obszar. Po przejściu wymaganej weryfikacji profil może być wyświetlany w wyszukiwarce Google i Mapach Google.
Sklep działający wyłącznie online bez osobistego kontaktu z klientami nie kwalifikuje się do Profilu Firmy. Jeśli jednak e-commerce ma rzeczywisty punkt stacjonarny lub showroom, w którym obsługuje klientów w podanych godzinach, taka lokalizacja może kwalifikować się do utworzenia profilu.
Czas zależy od dostępnej metody. Google sam wybiera możliwe sposoby weryfikacji, m.in. film, telefon lub SMS, e-mail, rozmowę wideo albo pocztówkę. Po wykonaniu wymaganych czynności sprawdzenie danych może potrwać do 5 dni roboczych, choć część profili jest weryfikowana od razu.
Artykuł Jak założyć Profil Firmy w Google? pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Artykuł Jak sprawdzić pozycję strony w Google? pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Usługi pozycjonowania stron wydają się dość kosztowne dla przeciętnego użytkownika, zwłaszcza niekomercyjnego. Teraz jednak masz szansę na znacznie lepsze pozycje strony i to bez ponoszenia dużych kosztów. Przeczytaj, na czym to polega.
Na czym polega ta usługa?
Klienci zamawiający u nas dowolną usługę mogą dokupić przydatne narzędzie – Monitoring pozycji, realizowany przez serwis SprawdzDomene.pl.
Usługa umożliwia monitorowanie pozycji w wynikach wyszukiwania Google, po podanych słowach kluczowych. Korzystając z naszego narzędzia do monitorowania pozycji masz możliwość obserwacji aktualnych wyników, kontrolowania spadków strony i budowania nowej strategii w oparciu o uzyskane wyniki.
Jak sprawdzić pozycje – najpierw zrób audyt strony
Jako nasz klient możesz korzystać z unikatowej technologii audytu semantycznego. Sprawdzamy kilkadziesiąt punktów Twojej strony i prezentujemy wyniki w zrozumiałej, czytelnej formie. Dzięki temu widzisz, co warto poprawić.
Klasyczna część audytu strony zbada dla Ciebie takie elementy, jak np. strukturę metatagów, strukturę znaczników, wskaże obrazki bez ALT’ów (opisów alternatywnych, które są potrzebne, aby roboty wyszukiwarki mogły „rozumieć”, co znajduje się na obrazku).
Część semantyczna sprawdzi dla Ciebie natomiast teksty na stronie – pod kątem ich „mocy sprzedażowej”. Skupia się tu na oddziaływaniu na człowieka, a nie na robota. Spróbuje wyszukać np. wezwania do akcji lub społeczne dowody słuszności. Poprawa wyników w tym obszarze pozwoli Ci poprawić konwersję. Mechanizm sprawdza się dla stron o charakterze sprzedażowym w języku polskim.
Tego rodzaju audytu strony nie jest tym samym, co możesz uzyskać za kilka tysięcy złotych od profesjonalnej agencji specjalizującej się w SEO. To raczej proste rozwiązanie, dzięki któremu właściciele i twórcy stron mogą prosto sprawdzić swoją stronę pod kątem podstawowych zagadnień, związanych z optymalizacją pod wyszukiwarkę. Bez dodatkowych kosztów masz zatem szansę poprawić kluczowe aspekty strony oraz zrewidować, czy warto dodać coś w tekstach.
O ile na rynku istnieją już podobne narzędzia – wiele z nich zapewnia nawet lepsze informacje w zakresie optymalizacji technicznej, o tyle w zakresie analizy semantycznej dla języka polskiego jest to jedyne takie rozwiązanie na rynku, opracowane w całości w naszej spółce.
Sprawdzanie pozycji w Google
Dzięki monitoringowi strony w Google możesz śledzić do 3 stron i do 30 słów kluczowych dla każdej z nich. Codziennie sprawdzimy dla Ciebie, na którym miejscu w wynikach wyszukiwania jesteś i zapiszemy dla Ciebie tę informację. Na przejrzystym wykresie dla każdego słowa kluczowego będziesz w stanie analizować swoje pozycje w Google.
Czy to prawdziwe SEO, jak w agencji od pozycjonowania?
Zarówno monitoring strony, jak i sprawdzanie jej podstawowych parametrów są usługami o charakterze SEO. W ramach tej usługi dajemy Ci wskazówki, co warto poprawić na stronie we własnym zakresie, ale nie wprowadzamy dla Ciebie zmian na stronie, nie prowadzimy linkowania etc.
W obszarze monitorowania natomiast udostępniamy możliwość śledzenia informacji o pozycjach (w zakresie 1-100) po ograniczonej liczbie słów kluczowych.
Jest to zatem usługa „na start”, przeznaczona dla użytkownika końcowego, która wprawdzie nie zastępuje pracy profesjonalnej agencji wyspecjalizowanej w SEO, ale pozwala zyskać wiele cennych informacji na temat swojej strony, jej pozycji oraz tego, co warto w niej poprawić. Idealne dla tych, którzy nie mają dużego budżetu na zewnętrzne usługi w tym zakresie, nie znają się na SEO, a chcą sprawdzić, czy ich strona spełnia przynajmniej podstawowe cechy projektu przyjaznego wyszukiwarce.
Jak sprawdzać pozycje w Google?
Sprawdzanie pozycji w Google możesz zamówić poprzez naszą stronę www jako oddzielną usługę lub jako dodatek do innych usług, np. do hostingu dla WordPress.
- W celu utworzenia swojego pierwszego projektu przejdź na stronę sprawdzdomene.pl, naciśnij przycisk „Logowanie”, a następnie zaloguj się do swojego konta.
- Twoim oczom ukaże się prosty w obsłudze panel. W celu dodania nowego projektu wystarczy, że naciśniesz przycisk „Nowy projekt”, a następnie odpowiednio wypełnisz dane według zamieszczonych wyjaśnień.
- Naciśnij przycisk „Dodaj nowy projekt” i to wszystko! Dodawanie projektu zajmie tylko chwilę i będziesz mógł rozpocząć sprawdzanie pozycji w Google dla wybranej przez siebie witryny.
Artykuł Jak sprawdzić pozycję strony w Google? pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Artykuł Jak dodać stronę WordPress do wyszukiwarki Google? pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Google zazwyczaj świetnie radzi sobie z automatycznym wykrywaniem i indeksowaniem nowych stron internetowych. Roboty Google stale przeczesują sieć, szukając nowych treści. Mogą to być nowe lub zaktualizowane strony. Zdarza się jednak, że nie robią tego od razu lub są blokowane. Jeśli posiadasz nową stronę lub Twoja strona nie pojawia się w wyszukiwarce, warto dokładnie zbadać przyczyny.
Sprawdź czy Twoja strona jest indeksowana
Na początek sprawdź obecną sytuację, aby upewnić się, czy rzeczywiście Twoja strona nie pojawia się w wyszukiwarce Google. To, że nie pojawia się na pierwszej stronie wyników na zapytanie, nie musi koniecznie oznaczać, że nie jest indeksowana. Pozycjonowanie stron internetowych to trudny i skomplikowany proces. Jeśli działasz na rynku ze sporą konkurencją, pojawienie się w czołówce wyszukana będzie bardzo trudne.
Jak sprawdzić, czy Twoja strona jest indeksowana? Wystarczy skorzystać ze specjalnego zapytania site:. Umożliwia ono pokazanie wszystkich zaindeksowanych stron w podanej domenie. Wpisz w wyszukiwarkę Google frazę site:strona. Ważne by był to pełen adres Twojej strony. W przypadku cyber_Folks będzie to site:cyberfolks.pl.

Google pokaże Ci wszystkie zaindeksowane strony, a także ich konkretną ilość. Jeśli Twoja strona nie została zaindeksowana, powinieneś otrzymać taki komunikat:

W takiej sytuacji przejdź do kolejnych kroków, aby dodać stronę WordPress do wyszukiwarki Google.
Co jeśli strona pojawia się w Google? I tak warto dodać ją do Google Search Console, więc możesz po prostu przejść do tej części wpisu. Co poza tym? Optymalizacja i działania pod kątem SEO. Możesz zlecić je zewnętrznym podmiotom, jak choćby agencjom specjalizującym się w pozycjonowaniu lub doszkolić się i samemu wprowadzać odpowiednie zmiany. Nauka podstaw może zająć trochę czasu, ale nie jest bardzo skomplikowana, a wiedza i budowanie pozycji z pewnością zaprocentuje w przyszłości. Na początek możesz też przeprowadzić audyt strony.
Sprawdź blokady indeksowania
Skoro masz pewność, że Twoja strona nie została jeszcze zaindeksowana, warto sprawdzić, czy nie istnieją żadne blokady, które mogą poważnie utrudnić ten proces. Często podczas pracy nad stronami internetowymi ich twórcy dodają takie blokady, aby jeszcze nie w pełni gotowe strony indeksowały się w Google. Choć należy to raczej do rzadkości, może zdarzyć się, że nie zostały one zdjęte. Warto jest więc dla pewności dokładnie je sprawdzić.
WordPress
Pierwszym punktem do sprawdzenia jest blokada indeksowania, którą można ustawić podczas instalacji WordPressa. Aby sprawdzić, czy nie została włączona, przejdź do Ustawienia > Czytanie w panelu bocznym WordPressa. Na samym dole listy ustawień znajdziesz Widoczność dla wyszukiwarek. Upewnij się, że opcja Proś wyszukiwarki o nieindeksowanie tej witryny nie jest zaznaczona.

Wtyczki
Nie tylko sam WordPress udostępnia możliwość zablokowania indeksowania witryny. Podobne opcje udostępniają także same wtyczki dostępne w repozytorium, szczególnie te dotyczące SEO. Najpopularniejszą wtyczką z takimi właśnie możliwościami jest Yoast SEO. Jedną z jej opcji jest możliwość blokowania indeksowania poszczególnych treści. Blokowanie to polega na dodaniu znacznika noindex i wykluczenie z mapy strony.
Ustawienie zablokowania indeksowanie najważniejszych treści jak Wpisy i Strony jest raczej rzadkością, ale aby dodać stronę WordPress do wyszukiwarki Google, warto sprawdzić także tę opcję. W tym celu przejdź do listy zainstalowanych wtyczek w panelu bocznym WordPressa (Wtyczki > Zainstalowane wtyczki) i wyszukaj wtyczkę Yoast SEO. Jeśli masz ją zainstalowaną, przejdź do SEO > Wyszukiwarki > Rodzaje treści w bocznym panelu WordPressa. Upewnij się, że zarówno Wpisy jak i Strony, mają zaznaczone Tak przy opcji Wyświetlać w wynikach wyszukiwania?.

W kolejnych zakładkach możesz sprawdzić także ustawienia indeksowania kolejnych elementów jak choćby media, ale tak naprawdę najważniejsze będzie sprawdzenie właśnie Wpisów i Stron.
Dodaj stronę do Google Search Console
Po sprawdzeniu blokad indeksowania czas przejść do kluczowego działania, aby dodać stronę WordPress do wyszukiwarki Google. Tak jak pisałem wcześniej, Google całkiem dobrze radzi sobie z indeksowaniem nowych stron internetowych. Roboty Google cały czas przeszukuję sieć w poszukiwaniu nowych treści do zaindeksowania. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby nieco pomóc robotom i samemu poinformować je o nowej witrynie. W tym celu wykorzystamy właśnie Google Search Console.
Czym jest Google Search Console?
Na początek krótkie wyjaśnienie czym tak naprawdę jest Google Search Console. Google Search Console (dawniej Google Webmaster Tools) to darmowe narzędzie oferujące narzędzia dla webmasterów, aby pomóc im monitorować i utrzymywać obecność ich witryn w wyszukiwarkach i rankingach Google. Pomaga śledzić rankingi wyszukiwania wraz z informowaniem na bieżąco o błędach witryny, problemach z bezpieczeństwem i indeksowaniem, które mogą mieć wpływ na wydajność wyszukiwania Twojej witryny.
Jak dodać stronę WordPress do Google Search Console?
Czas omówić krok po kroku jak dodać Twoją stronę do Google Search Console. Na początku przejdź do Google Search Console. Na ekranie powitalnym kliknij przycisk Rozpocznij.

Do korzystania z tej usługi konieczne jest posiadanie konta Google. Po kliknięciu przycisku zaloguj się do niego. Następnym krokiem jest dodanie nowej usługi. Możesz to zrobić z ekranu startowego:

Jeśli ta opcja nie jest dla Ciebie widoczna od razu po zalogowaniu, możesz przejść do lewego panelu i wybrać Właściwości wyszukiwania > Dodaj usługę.

Przy dodawaniu usługi konieczna jest weryfikacja. Dostępne są dwie opcje: możesz zweryfikować całą domenę (Domena) lub konkretny adres (Prefiks adresu URL).
Ze względu na więcej metod weryfikacji, kusząca może wydawać się druga opcja. Warto jednak pamiętać, że Google traktuje HTTP i HTTPS jako dwa różne protokoły. Uważa również, że https://www.twojastrona.pl i https://twojastrona.pl to dwie różne strony internetowe. Z tego względu przy wyborze opcji Prefiks adresu URL, konieczne będzie dodanie kilku wariantów usługi.
Znacznie wygodniejszym sposobem jest dodanie usługi poprzez Domenę oraz zweryfikowanie jej poprzez konfigurację DNS. I właśnie na tym sposobie skupię się w tym artykule.
Weryfikacja własności domeny za pomocą rekordu DNS
Zacznij od podania adresu swojej strony w polu Domena bez żadnych prefiksów (www, http czy https).

Po kliknięciu przycisku Dalej, pojawi się okno z informacją o tym jak zweryfikować własność domeny za pomocą rekordu DNS.

Najważniejszym elementem jest tu wygenerowany rekord TXT. Skopiuj go i pozostaw tę stronę otwartą. Dla upewnienia się, że nie stracisz rekordu, możesz zapisać go w dowolnym programie tekstowym. W nowej karcie przejdź do panelu klienta Twojego hostingu i ustawień DNS swojej domeny.
W cyber_Folks, po zalogowaniu się do Panelu Admina, wystarczy przejść do Edycja strony DNS.

Pod istniejącymi już rekordami, znajdziesz pola do dodawania kolejnych rekordów. Przejdź do opcji z TXT. W pierwszym polu podaj swoją domenę, pamiętając o kropce po domenie. Jest to bardzo istotne, ponieważ bez kropki zostanie ona uznana jako subdomena. W polu po prawej stronie podaj skopiowany wcześniej wygenerowany rekord TXT. Na koniec kliknij przycisk Dodaj +.

Nowy rekord powinien pojawić się na liście wszystkich rekordów, co oznacza, że został on dodany do domeny. Pamiętaj, że wprowadzanie zmian w DNS może trochę potrwać. Zazwyczaj zajmuje to kilka godzin. Nie martw się więc jeśli po kliknięciu w przycisk Weryfikuj w Google Search Console otrzymujesz taki komunikat:

W większości przypadków oznacza to, że zmiany nie zostały jeszcze wprowadzone. Możesz poczekać z weryfikacją, zostając na stronie Google Search Console lub poczekać kilka godzin i zweryfikować ją później.
Kiedy rekord zostanie dodany, po kliknięciu w przycisk Weryfikuj, pojawi się okno z potwierdzeniem o pomyślnej weryfikacji własności.

Gratulacje, masz potwierdzoną własności domeny za pomocą rekordu DNS.
Prześlij mapę XML do Google
Ostatnim krokiem, aby dodać stronę WordPress do wyszukiwarki Google, jest przesłanie mapy XML w Google Search Console. Takie działanie powinno sprawić, że zawartość Twojej witryny szybciej pojawi się w wynikach wyszukiwania Google.
Jeśli zastanawiasz się czym jest mapa witryny XML to sprawdź koniecznie artykuł o mapie witryny XML w WordPress, w którym opisałem szczegółowo, czym ona jest i jak dodać ją do strony na WordPressie. W skrócie, jeśli masz WordPressa w wersji 5.5 lub nowszej, to mapa zostanie automatycznie wygenerowana. W innym przypadku konieczne będzie utworzenie ręczne z wykorzystaniem zewnętrznych wtyczek jak Yoast SEO czy Google XML Sitemaps.
Aby przesłać utworzoną mapę XML w Google Search Console, konieczny będzie dokładny adres mapy. W przypadku WordPressa jej znalezienie nie powinno być trudne. W przypadku automatycznego utworzenia mapy zostanie ona umieszczona pod adresem twojadomena.pl/wp-sitemap.xml. Jeśli korzystasz z innego sposobu dodania mapy jak np. Yoast SEO, wchodząc w ten adres, WordPress automatycznie przekieruje Cię na właściwą ścieżkę. W większości przypadków jest to twojadomena.pl/sitemap_index.xml.

Skopiuj adres, pod którym znajduje się twoja mapa witryny XML i przejdź do Google Search Console. Jako usługę wybierz zweryfikowana wcześniej domenę i w lewym panelu wybierz Mapy witryn. W polu Dodaj nową mapę witryny podaj pełen adres mapy strony. Jeśli korzystasz z SSL, zwróć uwagę czy adres ma przedrostek https. Kliknij Prześlij i gotowe. Mapa została przesłana.

Jak dodać stronę WordPress do wyszukiwarki Google?
Dodanie strony WordPress do wyszukiwarki Google jest tak naprawdę początkiem działań SEO. Mam nadzieję, że dzięki temu artykułowi zaliczysz dobry start nie tylko przy samym pozycjonowaniu, ale także korzystaniu ze świetnego narzędzia, jakim z pewnością jest Google Search Console. Powodzenia!
Artykuł Jak dodać stronę WordPress do wyszukiwarki Google? pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Artykuł Fonty Google – jak je dodać w WordPressie? pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Chyba każdy zgodzi się z tym, że wygląd jest kluczowym aspektem każdej strony internetowej i w znaczniej mierze może wpływać na liczbę jej użytkowników. Istotnym elementem wyglądu, choć może nieco niedocenianym, jest wybór odpowiedniej czcionki. Jednym z najprostszych sposobów na uatrakcyjnienie wyglądu strony internetowej, jest dodanie niestandardowych fontów, szczególnie jeśli posiada ona dużo treści.
Na szczęście, Google Fonts zapewnia dużą liczbę fontów, które możesz bez większych problemów dodać na swojej stronie. W tym artykule pokażę kilka sprawdzonych sposobów, jak możesz dodać Google Fonts do swojej strony WordPress ręcznie. Pokażę również kilka popularnych wtyczek, które mogą zrobić to za Ciebie.
Wybierz font Google dla siebie
Niezależnie od wybranego sposobu, pierwszym krokiem, aby dodać fonty Google w WordPressie jest wybór odpowiedniego fontu. Wejdź na stronę Google Fonts i wybierz odpowiednią czcionkę. Wybór z pewnością nie będzie prosty, ale Google udostępnia spore możliwości filtrowania.

Jeśli masz już wcześniej wybrany font, wpisz jego nazwę w wyszukiwarce. Jeśli wciąż zastanawiasz się nad wyborem, możesz filtrować dostępne opcje po kategoriach, językach oraz właściwościach. W przypadku języka polskiego najlepiej wybrać Language jako Latin Extended. Aby dodatkowo upewnić się, czy dany font obsłuży nasz rodzimy język, warto wykorzystać podgląd i wpisać w nim frazę z polskimi znakami. Świetnie sprawdzi się tu Pangram, czyli zdanie zawierające wszystkie litery danego języka. Przykłady Pangramów w języku polskim znajdziesz tutaj.
Kiedy wybierzesz już odpowiednią czcionkę, przejdź na jej stronę. Na stronie wybranego fontu, znajdziesz dostępne style. Wybierz style, które chcesz dodać klikając Select this style, a następnie wybierz wybrane fonty, klikając w przycisk w prawym górnym rogu:

Po prawej stronie zobaczysz rozwinięte menu z informacjami o wybranym przez Ciebie formacie. Kluczową informacją jest tu fragment Use on the web. Mając te informacje, możemy przejść do właściwego dodania fontów Google w WordPressie.

Dodawanie fontu Google za pomocą funkcji @import w CSS
Najprostszym rozwiązaniem na dodanie fontu Google jest użycie funkcji @import w kodzie CSS. Samo Google Fonts ułatwia całą sprawę, dodając gotowe rozwiązanie. Wystarczy w pokazanym wcześniej oknie wybrać opcję @import, aby otrzymać gotowy kod do wklejenia w pliku style.css Twojego motywu potomnego.

W tym przypadku będzie to kod @import url('https://fonts.googleapis.com/css2?family=Montserrat:wght@100&display=swap');, czyli przedstawiony kod bez znacznika otwarcia i zamknięcia.
Ta metoda jest bardzo łatwa i z pewnością kusząca, ale nie jest to najlepszy sposób na dodanie fontów Google do WordPressa. Użycie metody @import blokuje równoległe pobieranie, co oznacza, że przeglądarka będzie czekać, aż zaimportowany plik zakończy pobieranie, zanim zacznie pobierać resztę zawartości. Może to negatywnie wpłynąć na wydajności witryny, szczególnie jeśli będziesz korzystać z więcej niż jednego fontu dodanego w ten sposób.
W przypadku jeśli wybierzesz kilku fontów Google, najlepiej będzie połączyć je w jedno żądanie. Google Fonts znacząco to ułatwia. Jeśli wybierzesz kilka fontów, w zakładce z @import pojawi się automatycznie jedno połączone żądanie:

Dodawanie fontu Google za pomocą funkcji @font-face w CSS
Funkcja @font-face działa podobnie do @import. W przypadku @font-face, fonty nie są jednak wczytywane z zewnętrznego serwera (w tym przypadku Google), ale z Twojego własnego źródła. Dodanie go jest nieco bardziej skomplikowane, ale powinno mieć mniej negatywny wpływ na wydajność Twojej strony.
W przypadku tego rozwiązania niezwykle istotne jest, aby dodać fonty w odpowiednich formatach obsługiwanych przez większość przeglądarek internetowych. W tym celu najlepiej skorzystać z gotowych rozwiązań dostępnych w sieci.
Wejdź na stronę kreatora Google WebFonts Helper i lewym górnym rogu wybierz interesującą Cię czcionkę. Po przejściu na stronę konkretnego fontu będziesz mieć możliwość jego skonfigurowania.

W polu Select charsets wybierz latin-ext, który jest dostosowany do języka polskiego. Następnie w Select styles, wybierz style fontu, których chcesz używać na swojej stronie.
Kolejnym korkiem jest dostosowanie kodu CSS.

Jeśli chcesz wspierać starsze przeglądarki, wybierz opcję Best Support. W innym wypadku możesz skorzystać z opcji Modern Browsers. W tym miejscu warto zastanowić się, gdzie dokładnie umieścisz swoje fonty. Kreator Google WebFonts Helper domyślnie wybiera folder fonts, w głównym katalogu Twojej strony. Jeśli chcesz zmienić lokalizację wprowadzając własną nazwę katalogu w polu Customize folder prefix.
Zachowaj wygenerowany kod CSS, kopiując go do programu tekstowego. Będzie on potrzebny po umieszczeniu plików na Twoim serwerze. W ostatnim punkcie na stronie Google WebFonts Helper znajdziesz link do pobrania paczki z wybranymi przez siebie fontami i ich ustawieniami.

Po pobraniu paczki wypakuj ją w dowolnej lokalizacji na swoim dysku. Następnie prześlij je do folderu fonts w głównym katalogu WordPressa (lub innym, który podałeś w kreatorze). Najlepiej jest zrobić to, korzystając z klienta FTP jak FileZilla czy Total Commander. Teraz czas wrócić do kodu CSS. Wklej go do pliku style.css Twojego motywu potomnego i zapisz zmiany. Fonty powinny być już dostępne na Twojej stronie WordPress.
Warto pamiętać, że fonty na Twoim serwerze nie będą automatycznie aktualizowane, tak jak to się dzieje, gdy używasz ich odpowiedników hostowanych przez Google. Z tego powodu warto aktualizować je ręcznie raz na jakiś czas. Niestety jest to jeden z powodów, dlaczego ten sposób nie jest najlepszym rozwiązaniem.
Osadzanie fontu Google Fonts poprzez HTML
Jednym z prostszych sposobów dodania fontu Google w WordPressie jest po prostu skopiowanie kodu dostarczonego przez Google i dodanie go do pliku header.php Twojego motywu. Aby znaleźć odpowiedni kod, wróć do wybranego motywu na oficjalnej stronie Google Fonts, podobnie jak w przypadku metody z @import. Tym razem wybierz <link> i skopiuj wygenerowany kod.

Następnie wklej go do pliku header.php motywu potomnego powyżej wywołania dla Twojego głównego arkusza stylów.
Dodawanie fontu Google kodem PHP – rekomendowane
Kolejnym – i rekomendowanym – sposobem na dodanie fontu Google w WordPressie jest użycie WordPressowej funkcji wp_enqueue_style. Wykorzystanie tej opcji zapewni, że WordPress doda wskazany w kodzie font do sekcji nagłówkowej każdej strony w Twojej witrynie, a także zachowa arkusze stylów przed załadowaniem więcej niż raz. Jest to optymalne rozwiązanie, a dodatkowo nie jest aż tak trudne. Przede wszystkim potrzebujesz linku do wybranego fontu. Możesz wykorzystać fragment kodu z poprzedniego kroku. Z całego kodu wybierz tylko link wyświetlany w wartości „href=”. W moim przypadku będzie to:
https://fonts.googleapis.com/css2?family=Montserrat:wght@100&display=swap
Następnie użyj kodu PHP wywołującego funkcję wp_enqueue_style:
function add_google_fonts(){wp_enqueue_style( 'google-fonts', 'https://fonts.googleapis.com/css2?family=Montserrat:wght@100&display=swap', false );}add_action( 'wp_enqueue_scripts', 'add_google_fonts' );
Jako link podaj adres wybranego przez Ciebie fontu. Skopiuj całość kodu i dodaj go do pliku functions.php Twojego motywu potomnego. Zapisz zmiany i gotowe. Font będzie możliwy do użycia. Teraz wystarczy tylko użyć CSS, aby wskazać, który tekst na stronie ma używać nowego fontu.
Stylowanie wybranych elementów
Niezależnie od wybranej metody dodania fontów Google w WordPressie, poza samym wczytaniem fontów, konieczne jest wybranie, które elementy na stronie mają z nich korzystać. Wykorzystamy do tego CSS.
Najpierw wróć jednak do fontu na stronie Google Fonts. W sekcji CSS rules to specify families znajdziesz kod, który będzie przydatny przy stylowaniu.

Czas ostylować treści na twojej stronie. Edytuj plik style.css motywu potomnego i dodaj odpowiedni kod. Załóżmy, że chcesz zmienić font dla akapitów. W tym celu dodaj kod:
.p {
font-family: 'Montserrat', sans-serif;
font-weight: 100;
}
Zapisz zmiany i sprawdź, czy wszystko działa poprawnie. W ten sam sposób możesz ostylować dowolne fragmentu tekstu jak nagłówki czy akapity.
Dodawanie fontu Google za pomocą wtyczki
Nie mógłby to być artykuł o WordPressie gdybym nie podał rozwiązania problemu za pomocą odpowiedniej wtyczki. W przypadku dodawania fontów Google wtyczek jest całkiem sporo. Najpopularniejszą jest Easy Google Fonts. Wartymi uwagi są także Google Fonts Typography oraz Use Any Font. Działają one zazwyczaj w bardzo zbliżony sposób, dodając konfigurowanie fontów przy edycji wyglądu strony w menu WordPressowego. W większości wypadków nie wymaga to używania żadnego kodu, nawet CSS. Takie rozwiązanie może jednak spowolnić Twoją stronę, więc warto to monitorować.
Jak optymalnie dodać fonty Google w WordPressie?
Jak możesz zauważyć, sposobów na dodanie fontów Google w WordPressie jest całkiem sporo. Wszystkie działają poprawnie, ale spora część z nich nie jest optymalnym rozwiązaniem. W tym przypadku, tak jak i większości tego typu rozwiązań, polecam pójść drogą typową dla WordPressa i skorzystanie z natywnej funkcji. Oczywiście, jest to nieco trudniejsze, ale mam nadzieję, że z tym poradnikiem jak najbardziej wykonalne.
Artykuł Fonty Google – jak je dodać w WordPressie? pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Artykuł Jak zainstalować Google Tag Managera w WordPressie? pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Czym jest Google Tag Manager?
Google Tag Manager to darmowe narzędzie, które pozwala dodawać odpowiedni kod do Twojej strony. Często właściciele stron internetowych muszą dodawać kilka fragmentów kodu, aby śledzić ich ruch konwersję lub zbierać inne dane analityczne. W przypadku Google Tag Mangera, wystarczy tylko raz dodać odpowiedni kod śledzenia, a każde następne wykonywać już z poziomu panelu menedżera tagów. Zainstalowany na stronie WordPress Google Tag Manager tworzy kontener, w którym możemy tworzyć odpowiednie tagi. Tagi, o których mowa, to kod, który dodawany jest do podpiętej do niego strony internetowej.
Zastosowanie Google Tag Managera w WordPress
Możliwości wykorzystania Google Tag Managera są ogromne. Przede wszystkim posiada on wbudowane tagi, które znacząco ułatwiają połączenie strony z Google Analytics, Google Ads czy z Facebookiem. Powoduje to, że jeśli posiadasz zainstalowanego Google Tag Managera na Twojej stronie, nie musisz dodawać np. kodu śledzenia Google Analytics, aby zbierać dane o użytkownikach. Możesz to z robić bezpośrednio z panelu Google Tag Managera.
Integracja z innymi usługami jest jednak tylko wierzchołkiem góry lodowej możliwości tego narzędzia. Wprawny marketingowiec wykorzysta go do rozmaitych działań, jak choćby rozbudowane testy AB czy zaawansowane działania SEO.
Jak zainstalować Google Tag Managera w WordPressie?
Skoro omówiliśmy kwestię tego czym jest i jakie zastosowanie ma Google Tag Manger, czas przejść do jego instalacji. Nie jest ona specjalnie trudna. Można zrobić to na dwa sposoby. Omówię dokładnie każdy z nich.
Pierwszym krokiem, niezależnie od sposobu instalacji, będzie stworzenie nowego kontenera w Google Tag Manager. Kontener można stworzyć na dwa sposoby. Możesz utworzyć nowe konto wraz z kontenerem lub dodać go do utworzonego już konta.
Przede wszystkim jednak zaloguj się do Google Tag Managera. Aby dodać nowe konto, kliknij przycisk Utwórz konto.

W nowym widoku możliwa będzie konfiguracja nowego konta wraz z kontenerem.

Podaj nazwę konta oraz kontenera. Aby zainstalować Google Tag Managera w WordPressie, jako platformę docelową wybierz Witrynę internetową. Kiedy wszystko będzie gotowe, kliknij przycisk Utwórz.
Konieczne będzie jeszcze zaakceptowanie regulaminu i Twoje konto, wraz z kontenerem jest gotowe. Od razu powinien wyświetlić się kod do instalacji Menedżera tagów Google na Twojej stronie.

Kod dzieli się na dwie części. Skopiuj je i zapisz w notatniku, koniecznie z dopiskiem, która część kodu ma być wklejona do sekcji <head>, a która do sekcji <body>. Będzie to kluczowym elementem podczas instalacji.
Swój kod możesz także podejrzeć w dowolnym momencie przechodząc do Administracja > Zainstaluj Menedżera tagów Google.

Mając skonfigurowane konto i przygotowany kod śledzenia, możemy przejść do konkretnych sposobów na instalację Google Tag Managera w WordPressie.
Instalacja ręczna (z wykorzystaniem motywu potomnego)
Jest to według mnie najlepsze rozwiązanie, aby zainstalować Google Tag Managera w WordPressie. Jest to po prostu ręczne wklejenie omawianego wcześniej kodu do odpowiedniego pliku motywu potomnego. Użycie motywu potomnego nie jest tu przypadkowe – to sprawdzony sposób dodawania własnego kodu do WordPressa. Dodatkowo zapewni to zachowanie wszystkich zmian niezależnie od aktualizacji motywu, co jest częstym błędem początkujących użytkowników WordPressa. Zmiany kodu w motywie głównym są po prostu nadpisywane przy każdej aktualizacji lub zmianie motywu.
Przejdź do edycji pliku header.php Twojego motywu potomnego. Możesz to zrobić z poziomu panelu WordPressa, choć zalecanym sposobem jest edycja pliku z poziomu klienta FTP.
Niezależnie od sposobu edycji pliku, dodaj kod we wskazanych miejscach.

- Wklej kod przeznaczony do części <head> witryny.
- Wklej kod przeznaczony do części <body> witryny.
Oto jak powinien wyglądać plik, po wklejeniu kodu w odpowiednie miejsca:

Po wklejeniu kodu w obu miejscach zapisz plik header.php. Gratulacje, Google Tag Manager powinien zostać zainstalowany na Twojej stronie! W dalszej części artykułu pokażę Ci jak sprawdzić czy działa on poprawnie.
Integracja przez wtyczkę Google Tag Manager for WordPress
Jak to zazwyczaj bywa w przypadku WordPressa, w jego repozytorium można znaleźć odpowiednią wtyczkę, która powinna rozwiązać problem z instalacją Google Tag Managera w WordPressie. Co ciekawe, jest tam nawet oficjalna wtyczka stworzona przez Google, nie jest ona jednak zbyt dobrze oceniana przez użytkowników. Znacznie pewniejszym rozwiązaniem będzie Google Tag Manager for WordPress.
Po instalacji i włączeniu wtyczki przejdź do Ustawienia > Google Tag Manager.

Najważniejsze jest tu pole Google Tag Manager ID. Podaj w nim identyfikator kontenera, który chcesz podpiąć pod swoją stronę. Znajdziesz go w górnym prawym rogu ekranu na stronie Google Tag Managera.

Zapisz zmiany i gotowe.
Jak sprawdzić poprawność instalacji Google Tag Managera?
Po instalacji warto sprawdzić czy wszystko zostało poprawnie skonfigurowane. W tym celu należy dodać tag do zainstalowanego kontenera. Może to być np. Google Analytics. Aby sprawdzić czy podany tag działa poprawnie, a tym samym sam Google Tag Managera, przejdź do Twojego kontenera i kliknij przycisk Podgląd.

W nowym widoku podaj adres swojej strony i kliknij Start.

System otworzy Twoja stronę i sprawdzi poprawność działania poszczególnych tagów. Jeśli znajdzie Twój kontener, wyświetli komunikat podobny do tego:

Oznacza to, że Google Tag Manager jest pomyślnie zainstalowany na Twojej stronie i możesz wykorzystywać jego pełen potencjał.
Artykuł Jak zainstalować Google Tag Managera w WordPressie? pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Artykuł Hosting seo pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Ten materiał jest przeznaczony dla:
- osób, które zadają sobie pytanie, czy wybór hostingu wpłynie na ich pozycje w wynikach wyszukiwania,
- zakładających stronę www po raz pierwszy, którym zależy na hostingu sprzyjającym osiąganiu wysokich pozycji,
- specjalistów seo, którzy wyczerpali inne możliwości wpływania na pozycje i zastanawiają się teraz, czy zmiana hostingu może poprawić wyniki.
Zanim zaczniemy mówić o hostingu seo
To dość rozległy wpis o hostingu w kontekście seo. Jeśli należysz do osób, które wolą obejrzeć szybkie video – przygotowałem ten materiał w formie kilkuminutowego filmu, streszczającego najważniejsze elementy.
Hosting seo a szybkość wczytywania strony
Google na swoim oficjalnym blogu mówi o roli szybkości w budowaniu rankingu już od 2010 roku W 2018 pojawia się informacja o tym, że oficjalnie szybkość będzie brana pod uwagę jako czynnik
rankingowy przy kształtowaniu wyników mobilnych a w 2020, w maju, pojawia się informacja
o Core Web Vitals, czyli takich najważniejszych z punktu widzenia szybkościowego parametrach
strony internetowej i o tym, że będą one wpływać na kształtowanie wyników wyszukiwania.

Google mówi o tym, że będzie oceniać strony internetowe przez pryzmat siedmiu grup czynników,
z czego aż trzy wiążą się bezpośrednio z zagadnieniem szybkości.
Są to:
Largest Contenful Paint, czyli czas wyrenderowania największego elementu, największej części strony internetowej.
First Input Delay – czas do momentu, kiedy strona uzyskuje interaktywność, czyli kiedy możesz klikać i wejść w jakąś interakcję z tą stroną internetową.
Visual Stability Index – na pewno znasz to uczucie zwłaszcza na urządzeniu mobilnym, kiedy wchodzisz na jakąś stronę i ona tak się zmienia, zmienia, zmienia kiedy się doładowują kolejne elementy, aż w końcu zastyga w takiej swojej docelowej formie. No i właśnie to zmienianie się jest tutaj przedmiotem zainteresowania Google’a.
Te czynniki są nieprzypadkowe, one wynikają z troski o doświadczenie użytkownika. Tyle się dowiadujemy z oficjalnych materiałów Google’a Trudno kwestionować tego typu wiedzę. Natomiast zapytałem również praktyków, specjalistów między innymi Łukasza Suchego z Devagroup czy Grześka Strzelca autora kursu Papaseo, a więc dwie osoby cieszące się raczej dużym autorytetem w polskim świecie seo no i obie z tych osób wypowiedziały się z pewną rezerwą, zauważając, że tak naprawdę nie zauważyły istotnego wzrostu pozycji w wyniku tego, że strona zaczęła się szybciej ładować.
Wróćmy jednak do opinii na temat szybkości jako czynnika rankingowego. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych ekspertów w Polsce jest autor unikatowego szkolenia Papa Seo, Grzegorz Strzelec. O opinię poprosiłem także Łukasza Suchego z Deva Group.
OPINIA EKSPERTA
Co prawda jest to czynnik pośredni dla SEO (choć kluczowy biznesowo) i poza skrajnymi przypadkami stron, które się po prostu ładują w nieskończoność, nigdy nie zaobserwowałem, aby różnica w ładowaniu o sekundę czy 3 sekundy, mogła wpłynąć w sposób bezpośredni na SEO.
Grzegorz Strzelec,
ekspert seo, właściciel papaSeo.com


Łukasz Suchy,
ekspert SEO i SEM z devagroup.pl
OPINIA EKSPERTA
W swojej pracy nie zauważam bezpośredniego wpływu szybkości działania strony na jej ranking w wynikach wyszukiwania. Szczególnie dobrze widać to na stronach, na których poprawa rzędu 2-3 sekund nie daje zauważalnych efektów dla SEO. Jednak, szybkość wczytywania strony jest dla mnie ważnym elementem i czynnikiem w ogólnym odbiorze stron – w końcu jako seowcy mamy swoimi działaniami pomóc klientom w dotarciu do szerszej grupy odbiorców i doprowadzić do jak największej liczby konwersji. Co prawda wkracza to nieco w dział UX – szybkość ma bowiem wpływ na konwersje w serwisie oraz wygodę użytkowników. Poprawa szybkości ma zatem pośredni wpływ na wyniki SEO :). Widoczny jest również coraz mocniejszy nacisk na szybkość działania serwisów ze strony samego Google. Mamy przecież Core Web Vitals, które ciągle zyskuje na znaczeniu. Dodatkowo, w połowie 2021 r. czeka nas kolejna duża aktualizacja poświęcona szybkości i UX.
Mimo faktu, że doświadczeni eksperci są sceptyczni, to również zauważają, że szybkość ładowania strony jest ważna, ponieważ wpływa też na inne elementy, na przykład na Quality Score w systemie Google Ads oraz – przede wszystkim – na Trudno powiedzieć, jak sytuacja będzie wyglądać w 2021, bo Google będzie wdrażać mechanizmy oparte o czynniki Core Web Vitals. Jako przygotowanie do tego procesu popularny test PageSpeed już teraz sprawdza te właśnie parametry:

Hosting, seo i limity bezpieczeństwa
Kolejny element, który warto wziąć pod uwagę wybierając hosting, to tak zwane limity bezpieczeństwa. Większość hostingów współdzielonych ma te limity ustalone po to, żeby zachować stabilność serwerów oraz uruchomionych na nich usług.
I teraz, kiedy Twoja strona jest napisana w sposób daleki od optymalnego kiedy masz duży ruch i umieszczasz tą stronę na jednym koncie hostingowym z jeszcze innymi stronami, no to jest spora szansa, że zaczniesz przekraczać te limity! Z mojego doświadczenia hostingowego wynika, że najczęściej przekraczanym limitem jest limit jednocześnie uruchomionych procesów PHP.
Jeżeli tak się dzieje, jeśli dochodzi do wysycenia tych limitów bezpieczeństwa i wtedy Twoja strona zostanie zatrzymana, przestanie się otwierać. Wyobraź sobie że właśnie wtedy wchodzi na nią Google Bot – i co wtedy? Wtedy strona akurat nie działa… Tego typu przypadek nie jest wcale rzadkością, mówił o tym na przykład Piotr Michalak podczas spotkania Seo Meetup, organizowanego w we Wrocławiu w grudniu 2018 roku. Opisywał wówczas przypadek sklepu rowerowego, którego indeksowanie przez robota napotkało poważne problemy z powodu… limitów bezpieczeństwa serwera!
Takie problemy mogą się pojawić, kiedy Twój serwis jest średnio napisany i „zgarnia” bardzo dużo ruchu. Kiedy natomiast Googlebot wchodzi na Twoją stronę i ona się nie otwiera – łatwo się domyślisz: nie wpływa to dobrze na Twoją wiarygodność w oczach wyszukiwarki.
Ataki sieciowe a hosting seo
Również, jeśli chodzi o odporność na ataki sieciowe, firmy hostingowe różnią się między sobą. Jedne firmy mają większą, inne mniejszą zdolność do radzenia sobie na przykład z atakami typu DDoS.
Kiedy taki atak zostanie wycelowany w serwer, na którym znajduje się Twoja strona i skutecznie położy nie tylko Twoją stronę, ale tak naprawdę cały serwer, a firma hostingowa w ramach obrony może po prostu wyłączyć Twój serwis. Znowu zatem – jeśli Googlebot będzie w tym samym momencie próbował dostać się do Twojej strony, to wpłynie negatywnie na Twoją reputację w oczach wyszukiwarki i raczej będzie to sprzyjać obniżaniu Twojej pozycji w wynikach wyszukiwania.
Redakcja Pracawsieci.net
Zwracamy dużą uwagę na szybkość ładowania stron w przypadku wyboru hostingu. Ma to nie tylko wpływ na SEO, ale też na ogólny UX witryny – czyli na to, na czym każdemu najbardziej zależy. Wybór hostingu oraz odpowiednia optymalizacja ma tutaj kluczowe znaczenie.
Niezawodność hostingu a Twoje wyniki seo
Idąc tropem nieutrudniania procesu indeksowana treści Googlebotowi można śmiało przyjąć, że niezawodność stron internetowych bardzo się tutaj liczy. Skoro mamy już jasność co do tego, że zdecydowanie wolisz kiedy strona działa sprawnie podczas odwiedzin zarówno ludzi, jak i robotów, to najlepiej wybierać te hostingi, które sprzyjają wysokiej niezawodności.
Mam tu na myśli przede wszystkim te, które poza dobrą infrastrukturą zapewniają Ci też dobry dostęp do kopii zapasowych. Bo jeśli Twoja strona zostanie zhakowana, to tak naprawdę w żaden sposób, znowu, nie poprawiasz swojej reputacji. Co gorsza, jeśli Google wykryje infekcję na Twojej stronie, to może radykalnie wpłynąć to na wyniki w Twoim rankingu, a nawet, na przykład, spowodować nagłe wyłączenie reklam w systemie Google Ads.
W takim wypadku możesz chcieć bardzo szybko przywrócić z backupu niezainfekowaną wersję oczywiście ja gorąco rekomenduję przede wszystkim poznanie przyczyny tej infekcji, zanim będziesz przywracał stronę z backupu, natomiast nie ulega wątpliwości, że lepiej ten backup po prostu mieć. Dlatego jest to również rzecz, którą warto brać pod uwagę wybierając firmę hostingową.

W naszej firmie wykonujemy kopie zapasowe codziennie, w planach hostingu dla WordPress i hostingu dla PrestaShop bazy są backupowane nawet częściej, bo co 6 godzin. Dane są przechowywane do 28 dni wstecz – to znacznie dłużej niż u wielu innych operatorów. Polityka kopii zapasowych to zresztą temat na odrębny artykuł, który także znajdziesz na naszym blogu.
DNS Anycast a hosting seo
Kolejny element, to jest technologia DNS Anycast. Moim zdaniem ta technologia może mieć potencjalnie wpływ na Twoje wyniki. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że technologia DNS Anycast pozwoli na szybsze wczytanie strony, jeśli mamy do czynienia z tym, że użytkownik jest oddalony geograficznie od Twoich serwerów. Tak się może dziać w przypadku robota Google.

Jeśli robot Google szybciej wczyta Twoją stronę, szybciej w rozumieniu czasu do pierwszego bajtu odpowiedzi, tzw. TTFB, a na ten czas składa się między innymi czas odpowiedzi serwera DNS, to w takim wypadku masz szansę, że Google weźmie to pod uwagę. Neil Patel, uznawany za autorytet w dziedzinie seo na skalę światową wykonywał tego typu badania i potwierdził, że istnieje korelacja chociaż – powiedzmy sobie to szczerze – nie jest ona bardzo silna, pomiędzy czasem TTFB, czyli Time to First Byte, a pozycją w Google.
Możesz również dla swoich słów kluczowych zadać taką korelację narzędziem surferseo, które serdecznie polecam.
Czy klasa adresowa hostingu ma wpływ na SEO?
Kolejnym kryterium, które warto wziąć pod uwagę jest adres IP. Google mówi, że to, gdzie Ty jesteś geograficznie – ma wpływ na kształtowanie lokalnych wyników wyszukiwania. Twoja pozycja jest ustalana między innymi w oparciu o adres IP. Co za tym idzie – klasy adresowe mogą mieć wpływ na wyniki wyszukiwania, sugerując Google większą przydatność wyników np. stron z tego samego kraju.
Wyniki wyszukiwania jak wiesz, są w coraz większym stopniu spersonalizowane no i nic dziwnego, że jeśli zależy Ci na wysokiej pozycji w rankingu Google w konkretnym kraju, to dobrze, żebyś miał klasę adresową właśnie z niego. Przez wiele lat osobiście opiekowałem się klientem z klastrem dedykowanych serwerów pod ecommerce, ustawionym w Berlinie tylko dlatego, że klientowi zależało na świetnej widoczności w google.de
Powiedzieć jednak jasno należy – na wyniniki SERP wpływają głównie klasy adresowe użytkownika kierującego zapytanie, a nie serwera. Lokalizacja serwera nie jest obecnie uznawana za bezpośredni czynnik rankingowy.
Pamiętaj natomiast o wpływie pośrednim, związanym m. in. z rosnącym czasem ładowania strony, kiedy będzie ona daleko od użytkownika.
Złe sąsiedztwo – co oznacza w kontekście hostingu seo?
Złe sąsiedztwo to jest kolejny element, który przejawia się w dyskusjach na temat roli hostingu w SEO. Jeśli chodzi o złe sąsiedztwo, to ja tutaj powiedziałbym za Google, że jest to jeden z czynników, ale moim zdaniem nie jest on krytyczny. O co chodzi ze złym sąsiedztwem?
Firma hostingowa ma setki, czasem nawet i tysiące stron na jednym serwerze, na jednym adresie IP. Jeśli więc jedna z takich stron „nabroi” – czyli na przykład są na niej wirusy, trojany, czy jakieś inne złośliwe treści, to może to rzutować na autorytet pozostałych stron, pozostałych domen utrzymywanych na tym serwerze.
Jednak, Google raczej podchodzi do tego zdroworozsądkowo i też doskonale rozumie tę sytuację, że większość stron znajduje się na hostingach współdzielonych, no i są one podatne na efekt tego złego towarzystwa, więc tak naprawdę, aby dostać karę za takie złe towarzystwo, przynajmniej wg Matta Cuttsa, trzeba wpaść naprawdę w bardzo, bardzo złe towarzystwo:
Zatem złe towarzystwo z punktu widzenia krótkoterminowego Google – może mieć wpływ na Twoją pozycję, głównie jeśli jest naprawdę bardzo złe. Zazwyczaj nie powinno wpływać na SERP’y. Natomiast w długim terminie i tak szerzej na to patrząc, to złe towarzystwo będzie negatywnie wpływało na reputację Twojej domeny czy Twojej strony, zwłaszcza w przypadku współdzielonych adresów IP i może dojść do sytuacji, w której właśnie strona będzie blokowana chociażby poprzez skanery antywirusowe.
Jeśli masz własne przemyślenia na temat tych kryteriów – śmiało, podziel się Twoim zdaniem w komentarzu, daj znać, co sądzisz o tych kryteriach, może masz jakieś własne – bardzo chętnie poznam Twoje zdanie. Myślę, że to jest taki temat, który budzi emocje, więc po prostu rozmawiajmy, dyskutujmy, dzielmy się poglądami.
Artykuł Hosting seo pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Artykuł Dlaczego nie ma mojej strony w Google – 8 częstych przyczyn pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Z tego wpisu dowiesz się:
- Jak ustawienia w robots.txt powodują, że w Google nie widać Twojej strony?
- Czy metatagi mogą powodować, że Google nie widzi Twojej strony?
- Jak zabezpieczenia hasłem wpływają na widoczność stron w wyszukiwarce?
- Dlaczego strony nie widać w Google przy pewnych ustawieniach serwera?
- O co chodzi z kodami odpowiedzi HTTP?
Zanim jednak zaczniesz czytać dalej – ustalmy jedno. Ten artykuł daje wskazówki na temat temat sytuacji pod tytułem: dlaczego nie ma mojej strony w Google. Oznacza to, że jej tam naprawdę nie ma, że nie jest zaindeksowana, nie wyświetla się na żadnym miejscu. Trzeba rozróżnić tę sytuację od tego, że strona pojawia się na miejscu numer 86, gdzie nikt jej nie widzi. W tym drugim wypadku Twoja strona „jest w Google”, tylko wyszukiwarka uznała, że inne strony są bardziej wartościowe i wyświetla je wyżej. Rozumiem zatem, że Twojej strony na serio nie ma w Google. Zgadza się? To jesteś we właściwym miejscu!
1. Ustawienia w pliku Robots.txt
Według wskazówek Google każda z domen internetowych powinna zawierać plik robots.txt w swoim głównym katalogu. Plik ten jest definicją katalogów, które chcemy lub których nie chcemy indeksować w zasobach wyszukiwarek internetowych. Dyrektywy te czytane są przez Google oraz inne popularne wyszukiwarki (jak BING).
Popularna dyrektywa disallow pozwala na wykluczenie z indeksowania zarówno plików, jak i katalogów. W prosty sposób możemy zablokować indeksację pojedynczego pliku w robots.txt:
User-agent: *
Disallow: /folder/plikdoukryciazhasłami.html
Zwróćmy uwagę na fakt, że tym sposobem – nie ukrywamy faktycznie plików, gdyż szkodliwy użytkownik – może przeczytać plik robots.txt i obejrzeć ten ukryty plik.
Cały folder z zasobów wyszukiwarki – wykluczamy w następujący sposób:
User-agent: *
Disallow: /folderu/
Drobna uwaga, której poświęcimy znacznie więcej czasu w kolejnym artykule – blokując foldery, uważajmy, by nie zawierał on skryptów JS oraz CSS. Spowodować to może kolejne problemy z wyszukiwarką Google.
2. Blokujące metatagi
Brak indeksowania Twojej strony w Google może być spowodowany obecnością blokujących metatagów. Upewnij się, że na Twojej stronie brak tego typu tagów, a jeśli je odnajdziesz – niezwłocznie je usuń.
Blokujący metatag „robots” umieszczony w nagłówku strony powoduje, że robot wyszukiwarki nie może indeksować zawartych treści oraz podążać za umieszczonymi na stronie linkami:<meta name="robots" content="noindex, nofollow">
Po umieszczeniu w nagłówku:
<meta name="robots" content="noindex, follow">
robot nadal nie będzie indeksował treści, ale będzie mógł podążać za linkami.
Pamiętaj, że nawet jeśli strona zawiera blokujące metatagi, użytkownik bez problemu zobaczy całą treść – jedynie roboty nie zaindeksują odpowiednich jej części.
3. Blokada hasłem
Jeżeli dostęp do strony internetowej lub jej części wymaga logowania, to niestety robot Google nie będzie mógł się dostać do treści chronionych hasłem. Nie będą dla niego widoczne różnego rodzaju ważne słowa kluczowe i unikatowe informacje, dlatego warto się upewnić, że dostęp do istotnych treści jest swobodny i nieograniczony.
Zauważyłeś problemy w indeksowaniu podstron Twojego portalu? Możliwe, że przeglądarka zapamiętała hasło i kiedy na nie wchodzisz logowanie następuje automatycznie – sprawdzisz to sprawdzając wyświetlanie strony poprzez tryb incognito.
W przypadku, gdy treści na stronie są przez Ciebie blokowane świadomie musisz zadbać o to, aby jak najwięcej informacji było dostępnych dla robota wyszukiwarki. Zaprojektuj strukturę danych tak, aby istotne treści znalazły się w części nie chronionej hasłem – wtedy robot bez problemu je przeczyta i zaindeksuje.
4. Blokada na poziomie serwera
Ataki sieciowe i ataki na strony internetowe mogą powodować odcięcie ruchu przez operatora hostingowego. Takie doraźne blokady powodują, że przez określony czas roboty chcące dostać się na stronę z blokowanej lokalizacji nie będą miały takiej możliwości.
Jeżeli robot Google nie może dostać się na stronę internetową to sprawdź, czy Twój operator hostingu nie nałożył tego typu blokady. Brak dostępności strony dla robota negatywnie wpływa na ocenę strony, dlatego jeśli problem trwa długo – rozważ przeniesienie strony do innego operatora.
Przyczyną może być też innego rodzaju sytuacja na poziomie serwerowym – błąd w konfiguracji domeny, zmiana we wskazaniu domeny na katalog czy wreszcie usterka samego serwera. Jeśli zatem zadajesz sobie pytanie, dlaczego w Google nie ma mojej strony – to zacznij od sprawdzenia, czy Ty widzisz ją poprawnie. Po prostu wpisz adres Twojej strony w przeglądarkę i sprawdź, czy wyświetla się prawidłowo.
5. Błędny kod odpowiedzi HTTP
Każde wejście na Twoją stronę internetową (także odwiedziny robota) powoduje zwrócenie kodu odpowiedzi przez serwer – ten kod świadczy o tym, czy dana witryna może być bez problemu wyświetlona.
Jeśli strona działa bez przeszkód i wyświetla się prawidłowo, serwer zwraca kod odpowiedzi „200” – wtedy robot wyszukiwarki uznaje, że witryna może być bezproblemowo indeksowana.
Jeżeli strona internetowa została przeniesiona i wyświetla się teraz pod innym adresem, pojawia się kod „301” – stanowi to wskazówkę dla robota. Strona była już zaindeksowana w Google, a teraz chcesz ją przenieść na nowy adres? Przygotuj przekierowanie 301.
Istnieją również inne kody, a każdy z nich oznacza, że wystąpił jakiś problem i robot nie zaindeksuje Twojej strony. Oto one:
- 401 Unauthorized Nieautoryzowany dostęp – wystosowane żądanie wymaga uwierzytelnienia, dostęp do zasobu nie jest możliwy
- 403 Forbidden Zabroniony – zastosowana konfiguracja bezpieczeństwa uniemożliwia serwerowi zwrócenie żądanego zasobu
- 404 Not Found Nie znaleziono – według podanego adresu URL zasób nie został odnaleziony przez serwer
- 503 Service Unavailable Usługa niedostępna – zapytanie nie może być zrealizowane przez serwer, gdyż wystąpiło przeciążenie
Ostatni z wymienionych kodów może świadczyć o tym, że Twoja strona została wykonana nieoptymalnie i za bardzo eksploatuje serwer. Być może wymaga serwera o lepszych parametrach, przeniesienia na VPS lub serwer dedykowany. Zazwyczaj jednak w podobnej sytuacji przyczyną, dla której w Google nie ma Twojej strony jest to, że to ona sama stanowi źródło błędów – jest napisana w sposób powodujący zapętlenia i bardzo nieoptymalnie wykorzystuje zasoby.
Często w podobnej sytuacji pomaga włączenie technik cache’owania, jak LS Cache i REDIS. Dzięki temu każde wejście na stronie powoduje wielokrotnie mniejsze obciążenie serwera, ponieważ uruchamia się znacznie mniej procesów. Błąd typu 5xx jest zatem o wiele mniej prawdopodobny.
6. Urządzenia mobilne
Wyszukiwarka Google od kwietnia 2015 roku zwraca szczególną uwagę na to, aby strony internetowe posiadały wersje mobilne. Podczas korzystania z wyszukiwarki na urządzeniu mobilnym, strony nie przystosowane do mobilnego wyświetlania nie pokażą się w wynikach wyszukiwania Google.
Twoja strona nie wyświetla się w Google podczas korzystania z telefonu lub tabletu? Upewnij się, czy wyświetla się poprawnie na komputerze – możliwe, że jest indeksowana prawidłowo, lecz według Google nie jest wystarczająco wartościowa, aby wyświetlała się w wynikach wyszukiwania na urządzeniach mobilnych.
7. Upływ czasu
W wypadku młodych stron ich zaindeksowanie przez Google wymaga po prostu czasu. W kulturze nanosekundy wiele osób spodziewa się, że czas ten będzie krótki, stąd wiele osób zastanawia się: „Kiedy Google zaindeksuje moją stronę?”.
Najpierw trzeba się zastanowić nad pytanie, jak Google wyszukuje strony. Generalnie – istnieją dwa zasadnicze źródła: linki do Twojej strony z innych miejsc, oraz to, co stronie powiesz wyszukiwarce poprzez narzędzie Google Search Console.
Zakładam, że nie chcesz czekać i sprawdzać osobiście, po jakim czasie strona pojawia się w Google „sama”, bo może to oznaczać długie tygodnie. W wypadku nowej strony lepszym pomysłem będzie od razu przypisanie strony do Google Search Console i zgłoszenie prośby o zaindeksowanie poprzez interfejs konsoli. W tym celu wejdź na adres https://search.google.com/ i zgłoś swoją nową witrynę.
Z menu w lewym górnym rogu wybierasz „+Dodaj usługę”, a następnie możesz zdecydować, czy interesuje Cię dodanie całej domeny, czy konkretnego adresu url.

Twoja strona będzie musiała zostać zweryfikowana, robi się to poprzez umieszczenie na serwerze małego pliku weryfikacyjnego, zawierającego zadany przez Google Search Console ciąg znaków, albo poprzez wpis w strefie DNS.
Jak dodać stronę w Google – ważne!
Kiedy w Google nie ma Twojej strony, a strona jest nowa, najlepiej skorzystaj z narzędzia Google Search Console. Tam dodajesz stronę, a nie całą domenę, najlepiej dodaj ją czterokrotnie, tj. w wariancie z wywołaniem po https, po http (czyli z certyfikatem SSL i bez niego), a także z www. i bez tego przedrostka z przodu. Oczywiście zadbaj o to, żeby strona wczytywała się w każdym z tych wariantów i najlepiej zapewnij, że wszystkie na koniec powodują przejście na wersję – moim zdaniem nalepszą, czyli https://domena.pl
Certyfikat SSL naprawdę pomaga. Pomaga w ocenie przez Google, pomaga w budowaniu zaufania ludzi, pomaga w zapewnieniu poufności danych. Dlatego mocno rekomenduję stosowanie szyfrowania transmisji, tym bardziej, że podstawową ochronę certyfikatem Let’s Encrypt możesz mieć całkowicie bezpłatnie.

Następnie kliknij „Sprawdzanie adresu url” i po podaniu adresu, który Twoim zdaniem nie jest widoczny w Google, będziesz mógł zgłosić prośbę o ponowne zaindeksowanie.
8. Kary od wyszukiwarki Google
Jeśli w Ocenie wyszukiwarki Twoja strona stosuje praktyki naruszające zasady Google – może się okazać, że Twoja strona zostanie ukarana. Nakładanie kar nie jest zjawiskiem częstym w wypadku „normalnie” prowadzonych stron i działań optymalizacyjnych. Podczas konferencji SEMKRK 12 BIG bardzo ciekawie o zagadnieniu kar opowiadał Kaspar Szymański.
Kto jak kto, ale Kaspar to ogromny autorytet, człowiek który w Google przez lata zajmował się kształtowaniem wyników wyszukiwania. Zdaniem Kaspara kary dotyczą przede wszystkim dwóch obszarów: spamerskiego linkowania do Twojej strony oraz duplikacji treści.
Jeśli Twoja strona zostaje ukarana przez Google, to jedyny sensowny sposób postępowania polega na usunięciu nieprawidłowości. Następnie opisz kroki podjęte, aby je usunąć. Nie ma sensu argumentacja o utraconych dochodach. Nie wygrażaj konsekwencjami prawnymi – serio, ludzie w ten sposób próbują rozmawiać z Google!
Jeśli zatem kara z Google dotyka Ciebie – wyjaśnij krótko, które linki udało Ci się usunąć. Jeśli jakiś się nie udało – opisz dlaczego. Usuń zduplikowane treści i poproś o zdjęcie restrykcji, to wszystko. Pozostaje cierpliwie czekać na reakcję Google, nie jesteś w stanie przyspieszyć tego procesu.
Na pocieszenie powiem Ci, że kary tego rodzaju są stosowane naprawdę rzadko.
Dlaczego w Google nie ma mojej strony – podsumujmy
Przyczyn braku Twojej strony w indeksie Google może być wiele. W uproszczeniu można powiedzieć, że są one zawiązane z etapem życia strony.
Strony młode zazwyczaj po prostu jeszcze nie są zaindeksowane. W tym wypadku konsola Google Search Console może pomóc Ci w diagnozie tej sytuacji.
Strony w średnim wieku często cierpią na błędy konfiguracyjne lub błędy w pliku robots.txt, ewentualnie blokujące metatagi. Te blokady były zakładane podczas tworzenia strony, aby Google nie indeksowało jej zbyt wcześnie. Deweloper strony zapomniał natomiast o zdjęciu blokady po włączeniu strony produkcyjnie.
Strony dojrzałe częściej cierpią z powodu problemów wydajnościowych (błędy 5xx), złej historii (nieprawidłowe przekierowania 301) lub nie dość niezawodnego wyświetlania się.
Do rzadko występujących przyczyn należą kary od Google – na nie po prostu trzeba sobie „zasłużyć”. A jakie jest Twoje doświadczenie z indeksowaniem? Czy spotkała Cię któraś z opisanych przeze mnie sytuacji? Daj znać w komentarzu!
Artykuł Dlaczego nie ma mojej strony w Google – 8 częstych przyczyn pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Artykuł Opinie w Google – jak mieć dobre i prawdziwe? pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Podczas prowadzenia biznesu to całkowicie normalne, ale oczywiście najlepiej, gdyby nie pojawiały się one wcale lub były naprawdę sporadyczne. Aby tak było, musisz zadbać o dobrą obsługę klienta, wysokiej jakości produkty oraz szybką dostawę. Co jednak zrobić, jeśli negatywnych komentarzy pojawia się coraz więcej? Jak zminimalizować ten problem i jak sprawić, by klienci w ogóle oceniali naszą obsługę, jeśli tego nie robią?
Dla kogo przeznaczony jest ten wpis o opiniach w Google?
To dość obszerny wpis. Zanim zaczniesz go czytać, najlepiej upewnij się, że będzie to dla Ciebie wartościowa i przydatna wiedza. Ten artykuł o opiniach przygotowałem z myślą o rozwiązaniu problemów konkretnych grup czytelników. Jest on zatem przeznaczony dla:
- przedsiębiorców oczernianych nieuczciwymi, negatywnymi wpisami,
- marketerów i przedsiębiorców, którzy wiedzą, że dostarczają świetny produkt lub usługę, a mimo to nie radzą sobie z pozyskiwaniem dobrych opinii,
- tych, którzy chcą poprawić opinie o swojej firmie w Google lub mediach społecznościowych,
- pragnących obniżyć koszty swojego marketingu i uzyskiwać uczciwe opinie niższym kosztem,
- wierzących w uczciwość w biznesie.
Opinie w Google i na Facebooku – w czym problem?
Bardzo często na grupach dyskusyjnych spotykam pytanie „Gdzie kupić opinie”, „Jak załatwić opinie w sieci”, „Jak poprawić opinie w Google, znacie agencje od szeptanki?”… O, przykładowo:

Tego typu pytania i posty wcale nie należą do rzadkości. Brak dobrych opinii to realny problem wielu właścicieli firm i marketerów niejednej branży.

W pokazanym przykładzie dość jasno daje się zrozumieć intencję pytającego – ma on nadzieję na poprawę swojej reputacji w oparciu o usługi firmy, wystawiającej „zawodowo” opinie. Zarówno Ty, jak i ja wiemy, że te opinie w większości nie mają nic wspólnego z rzetelnym, uczciwym zdaniem klienta o firmie, którą w ten sposób ocenia.
Zanim przejdziesz dalej – zatrzymajmy się jednak na chwilę, bo zależy mi, żebyśmy od początku świetnie się rozumieli. Brak dobrych opinii – lub przewaga złych – może wynikać z kilku przyczyn, jedna jest jednak fundamentalna: po prostu nie masz zadowolonych klientów. Zanim zaczniesz czytać dalej – uprzedzam, że ten wpis nie jest o tym, jak udawać, że ma się zadowolonych klientów. Napisałem ten wpis, aby pomóc firmom, które dobrze obsługują klientów, a mimo to – nie cieszą się dobrymi opiniami. Znajdziesz tu wskazówki jak poprawić swoją reputację w sieci.
Co to jest astroturfing?
Handel opiniami kwitnie w obie strony. Firmy kupują opinie pochlebne, aby budować swoją reputację, a ich konkurenci nierzadko opłacają „smearing campaigns” czyli kampanie obrzucania błotem. Te praktyki mają nawet swoją nazwę.
Astroturfing
To praktyka związana z „malowaniem trawy na zielono” – jak mówi wikipedia – pozornie oddolna inicjatywa, mają na celu zbudowanie wrażenia masowego poparcia lub sprzeciwu wobec określonej firmy, osoby, postawy. Zazwyczaj poprzez opinie pisane maszynowo i publikowane z wykorzystaniem tzw. farmy trolli – osób, które piszą masowo zlecone komentarze lub opinie.
Ile kosztuje opinia w sieci?
Podczas konferencji „Marketing Progress” we Wrocławiu (ok. 5 lat temu) miałem okazję słuchać wystąpienia Jacka Kotarbińskiego, poruszającego to zagadnienie. Zapamiętałem z jego wystąpienia, że w masowym zakupie stawka za taki wpis/opinię, czy pozytywną, czy negatywną – może wynosić nawet 8 groszy! Szokujące, prawda?
Wkrótce po publikacji tekstu pojawiły się pierwsze komentarze, że stawki dziś są o wiele wyższe – tym bardziej warto się zastanowić, zanim zlecimy tego rodzaju działania.

Niektórzy dostawcy tego rodzaju usług bez żadnych oporów wprost reklamują możliwość zakupienia u nich „hejtu” na konkurencję. Na taką informację na grupie SEM/SEO Polska natknąłem się dnia 2020-06-16:

źródło: https://www.facebook.com/groups/496083163758299/permalink/3462228457143740/
Okazuje się, że reklamowana firma oferuje opinie sprzedawane równie łatwo, jak każdy inny towar w koszyku:

źródło: Fragment serwisu https://paniopinia.pl/ z dnia 2020-06-16
Czy zatem zmierzamy do świata, w którym opiniami handluje się na pakiety, na kilogramy, albo ma metry? Czy jeśli, przyjmując za Michałem Szafrańskim, postulat o zaufaniu jako walucie, mamy tu do czynienia z maszynką do drukowania pustych pieniędzy? Możemy się domyślać, że skoro jest podaż, to po drugiej stronie musi być też popyt. Z biznesowego punktu widzenia wydaje się, że to nawet ciekawy produkt, dość nowatorski i odpowiadający na realne potrzeby naszych czasów.
Opinie w Google i na FB – reklamowane także mailowo. Tylko, że źle…
Niedawno otrzymałem maila z taką treścią:

Co ciekawe – po kliknięciu w maila przechodzimy na stronę, która z reputacją i wiarygodnością nie ma już w zasadzie nic wspólnego – otrzymujemy tu bowiem zbiór kuponów rabatowych oraz informacje o błędzie wczytywania strony:

Jak widzisz, treść jest już po angielsku i w ogóle obejmuje inne tematy, niż opisane w mailu sugerując, że może strona uległa atakowi. Tak czy inaczej – z reputacją i zaufaniem nie ma to wiele wspólnego.
Ostatni przykład pochodzi z maila, którego otrzymałem w kwietniu 2023 roku:

Autor przekonuje, że jedyne (sic!) wiarygodne opinie w sieci to te, które kupimy poprzez firmę zajmującą się tym procederem.
Jeśli chcesz znać moje osobiste zdanie na ten temat – powiem krótko, parafrazując znanego polityka: Nie idź tą drogą. Jest to naganne moralnie, wątpliwe prawnie (słowo-klucz: czyn nieuczciwej konkurencji) oraz mało skuteczne z marketingowego punktu widzenia.
Opinie w Google i w internecie w ogóle – jak pozyskać te dobre?
„No dobra, to skoro nie kupujemy opinii, to skąd je wziąć? W mojej branży nikt nie pisze dobrych opinii.” – przyznaj się, to właśnie pojawiło się w Twojej głowie? Spokojnie, zaraz poradzimy sobie z tą myślą 
Każdy z nas ma telefon i może w dowolnej chwili wystawić negatywną lub pozytywną opinię w sieci, np opinie o produkcie. Smakowało nam jedzenie w restauracji i była miła obsługa? Dajemy 5 gwiazdek. Coś sprawiło, że nie jesteśmy zadowoleni? Wystawiamy negatywny komentarz i zaznaczamy 1 – 2 gwiazdki. To bardzo proste, dlatego tym bardziej przedsiębiorca musi starać się o to, aby jego obsługa była jak najlepsza, a sytuacje kryzysowe szybko niwelowane. Dzieje się to zazwyczaj bezpośrednio po posiłku.
„No dobra, ale ja mam sklep metalowy online! U mnie nie jedzą…”. Masz rację, że wiele zależy od branży. Wystarczy zobaczyć, jak wiele opinii mają lokale gastronomiczne i e‑sklepy, a jak mało, w porównaniu do nich, mają wspomniane sklepy ze śrubami. Co więcej, trzeba pogodzić się z faktem, że „średnia” opinia wystawiana w różnych branżach może być skrajnie różna, wcale nie świadczy to o tym, że firma nie obsługuje dobrze klienta.
Opinie w Google i na Facebooku, a branże.
W serwisie customer.guru znajdziesz wyniki badań NPS. To, w skrócie, wskaźnik określający skłonność do polecania marki. Więcej o tym sposobie badania opinii znajdziesz we wpisie o tym, jak korzystać z Google Data Studio w badaniach Net Promoter Score.
Wyniki tego miernika oscylują między -100 a +100, popatrz, jak dalece różnią się one „per branża” na przykładzie marek, które na pewno znasz ze świata it, finansów, podróży, sportu:
| Marka | Wynik NPS |
|---|---|
| Mailchimp | 50 |
| HSBC | -14 |
| Citigroup | 6 |
| Adidas | 28 |
| SouthWest | 62 |
| Zappos | 57 |
| Wisconsin Energy | 12 |
| Microsoft | 45 |
Skoro o liczbach mowa – agencja marketingowa ManoByte zebrała wiele danych dotyczących traktowania klienta i zachowań konsumenckich. Wśród ciekawych danych możemy tam znaleźć między innymi takie, które mówią, że:
- Każdego roku amerykańskie firmy tracą 62 miliardy dolarów przez słabą obsługę klienta;
- Niskiej jakości obsługa sprawia, że 51% ankietowanych już nigdy nie wróci do kontaktu z marką;
- 87% ankietowanych uważa, że firmy muszą robić więcej, by zapewnić bezproblemową obsługę;
- 75% konsumentów oczekuje stałej obsługi klienta bez względu na to, czy kontaktuje się z marką w sieciach społecznościowych, przez telefon, internet, czy osobiście;
1 na 26 niezadowolonych klientów wyraża opinię

Zdaniem kolegów z Mano Byte tylko 1 na 26 niezadowolonych klientów poświęci czas na złożenie skargi. Reszta odejdzie i będzie szukać innych dostawców. Firmy nie powinny zatem postrzegać braku informacji zwrotnych jako oznaki satysfakcji. Skoro tylko 1 na 26 dzieli się swoim doświadczeniem negatywnym, to możesz wyobrazić sobie, jak wygląda ten wskaźnik w wypadku osób zadowolonych.
Jest jeszcze jedno, powtarzane często w marketingu hasło – bo to bardziej hasło niż naukowo dowiedziona i zawsze prawdziwa zasada – mianowicie, że pozyskanie nowego klienta jest 6 – 7 razy droższe, niż utrzymanie stałego. Pamiętaj o tym, gdy będziesz reagować na reklamacje i negatywne opinie naszych stałych klientów.
Dlaczego zbierać opinie klientów?

Pokazujesz, że opinia jest ważna
Przede wszystkim pokazujemy kupującym, że zależy nam na ich ocenie, że reagujemy na ich uwagi i sugestie. Pokazujemy, że nie boimy się krytyki, nasz biznes jest transparentny, a my bierzemy odpowiedzialność za swoje decyzje.
Opinie dają wiedzę o przyczynach zadowolenia i niezadowolenia
Opinie to kopalnia wiedzy na temat Twoich usług lub produktów, a dane te pomogą Ci usprawnić kolejne działania i będą miały znaczenie podczas rozwoju Twojego biznesu.
Dobre opinie w Google i innych popularnych miejscach – wspomagają sprzedaż
Zasada społecznego dowodu słuszności jest nieubłagana. Wszyscy chętniej kupujemy towary lub usługi, które są chwalone.
Dużo dobrych opinii w sieci daje Ci „bufor” jeśli coś pójdzie nie tak
Wszyscy popełniamy błędy. Prędzej czy później dojdzie do sytuacji, w której niezadowolony klient wystawi Ci „negatywa”, albo takowy pojawi się na zlecenie konkurencji. Im więcej dobrych ocen – tym większy masz „bufor” na takie wypadki.
Opinie w internecie to ważne wskazówki komunikacyjne
Zyskujesz wskazówki komunikacyjne, dotyczące tego, co eksponować. Jeśli wszyscy chwalą Cię np. za czas realizacji zamówień (a skąd się tego miałbyś dowiedzieć, jeśli nie z opinii klientów?) – to prawdopodobnie to warto wyeksponować w Twojej komunikacji i reklamach.
Jak naturalnie pozyskiwać opinie w Google oraz innych „ekosystemach” internetu?
Skup się na pozytywach
Moim zdaniem NATURALNE opinie – to kluczowa sprawa. Tylko prawdziwe opinie mają cechy, o których wspominam powyżej. Moim zdaniem kluczowe zadanie w zdrowym biznesie to koncentrowanie się na pozytywnych opiniach przy minimalizacji energii wkładanej w walkę z negatywnymi opiniami. Znacznie łatwiej przekonasz kilku zadowolonych klientów do podzielenia się opinią niż jednego wroga do zmiany zdania.
Oczywiście negatywne opinie warto brać pod uwagę i trzeba na nie reagować i odpowiadać. Odradzam Ci jedna batalie prawne i wchodzenie w bezwartościowe pyskówki – to tylko pożre Twój czas, a on jest cenniejszy niż czas hejterów. Krótka, merytoryczna reakcja wystarczy. Jeśli zawiniłeś – przeproś, powiedz, jak poprawisz to, co poszło nie tak.
Jak pozyskiwać dobre opinie?
Aby pozyskiwać opinie i komentarze klientów musimy przede wszystkim dać im możliwość oceny naszej pracy. Gdzie mogą oni wystawiać komentarze? Oto kilka najpopularniejszych miejsc:
- oceny na Facebooku;
- oceny w Google;
- komentarze na stronie sklepu (w kartach z produktami lub na specjalnej podstronie);
- opinie na portalach zbierających oceny (np. Opineo);
- opinie w porównywarkach cen;
- oceny w aplikacjach i na portalach (na przykład Booking).
W każdym przypadku możemy oczekiwać, że klienci sami będą oceniać i wpisywać wartościowe komentarze, jednak proces ten można przyśpieszyć. Oto kilka pomysłów, jak to zrobić.
Maile z prośbą o wystawienie oceny
Jest to praktycznie standard, który pojawia się prawie w każdym sklepie internetowym. Po zakupie klient otrzymuje automatycznego maila (jest on wysyłany kilka dni po wysłaniu paczki), w którym prosimy go o wystawienie opinii o sklepie lub też oceny i recenzji zakupionego towaru. To bardzo dobre rozwiązanie, bowiem pozwala nam na dorzucenie do prośby na przykład bonu na kolejne zakupy.
Opinie na Facebooku
Świetnie sprawdzają się w przypadku gastronomii oraz usług. Tutaj komentarze często pojawiają się naturalnie, ale warto pomyśleć o tym, by przekonać gości czy też klientów (na przykład salonu kosmetycznego), aby po wizycie wystawili nam ocenę. Wtedy też masz od razu możliwość zareagowania, jeśli nasz gość nie był zadowolony z Twoich usług. Wykorzystuj także e‑mail marketing do przekonania klientów, by wystawili oceny. Nie zaszkodzi, aby poprosić o to także na wallu, ponieważ nie wszyscy klienci mogą wiedzieć, iż jest taka możliwość.
Opinie w Google
Prośba o opinię pojawia się automatycznie, często dla nas niespodziewanie. Tutaj także najwięcej ocen mają bary i restauracje, hotele, lokale usługowe. Dzieje się tak, ponieważ osoby podróżujące często korzystają z Google Maps, które określają, gdzie byliśmy i same podpowiadają odwiedzane miejsca.
Opinie na portalach zbierających oceny
Tutaj swoje zdanie mogą wyrazić osoby, które kupiły u nas towar lub skorzystały z usługi. Podczas składania przez klienta zamówienia, dołączamy odpowiednią klauzulę, którą musi zaakceptować kupujący. Przeważnie osoby te dostają po finalizacji zakupu maila z prośbą o wystawienie oceny.
Opinie w porównywarkach cen
Wprowadzają je użytkownicy, do czego mają w tym przypadku przekonać ich programy punktowe, które pozwalają na zdobycie atrakcyjnych zniżek lub nagród. Ma to miejsce w na przykład w przypadku Ceneo.
Oceny w aplikacjach i na portalach
Mowa o Booking i innych stronach i aplikacjach, gdzie klienci mogą ocenić lokal, obsługę jedzenie itd. W tej sytuacji o ocenę naszego biznesu prosi sam właściciel aplikacji.
Oczywiście w żadnym z powyższych przypadków nic nie stoi na przeszkodzie, aby samodzielnie starać się o opinie na temat naszego biznesu. Zachęcajmy naszych klientów, by pisali recenzje zakupionych towarów. Tego typu user generated content jest bardzo dobrze odbierany przez innych klientów, którzy często korzystają z tego typu treści, aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat produktu od innych klientów.
Jak poprosić klienta o opinię w Google lub na FB?
Wyjaśniłem już, że jestem przeciwnikiem praktyk astroturfingowych. Pojawia się jednak pokusa, aby płacić swoim klientom za wystawianie opinii. Zazwyczaj „zapłata” przyjmuje formę rabatu albo gratisu.
Moim zdaniem trzeba tu rozróżnić dwie moralnie różne sytuacje.
Czy płacić za dobrą opinię?
Jeśli mówisz to klienta w tonie: „Napisz o nas pochlebną opinię, a damy Ci 50 zł rabatu” – to nie brzmi moim zdaniem fajnie. W markach, którymi miałem okazję zarządzać, a które w przeszłości miały takie praktyki – natychmiast je ucinałem.
Moim zdaniem opinie tak pozyskiwane są zazwyczaj niskiej jakości, są nieszczerze, a co więcej – ich czar pryska zaraz po pierwszej transakcji, kiedy marka składa Ci identyczną propozycję.
Kiedy dajesz korzyść za sam fakt wyrażenia opinii, to wciąż ją „kupujesz”. Nie jest do końca szczera, choć trudno oceniać tę praktykę równie źle jak astroturfing.
Czy oferować korzyści za opinie w Google, Facebooku itp.?
To już znacznie lepiej. Oferowanie korzyści za fakt napisania opinii – bez wymogu, że musi być pozytywna – to już krok w dobrą stronę. Opinia musi być uczciwa i rzetelna. Tego możesz się domagać. Ale nie tego, żeby była pozytywna, bo wtedy jest to przypadek z akapitu poprzedzającego.
Kiedy prosić o opinię w Google lub na Facebooku?
To fundamentalna sprawa. O opinię proś wówczas, kiedy masz wysokie prawdopodobieństwo, że klient właśnie jest zadowolony! Przykładowo, kiedy…
- właśnie zjadł Twój produkt i widać, że mu smakowało,
- dobrze obsłużyłeś reklamację,
- szybko odpisałeś na pytanie zadane w mailu,
- kończysz długą rozmowę telefoniczną, podczas której wszystko wyjaśniłeś, a klient jest zadowolony,
- dostarczyłeś towar,
- wpłynęła płatność,
- klient czytał coś na Twojej stronie…
Zapamiętaj
Moment proszenia o podzielenie się opinią jest tym, co odróżnia zwycięzców od przegranych na polu walki o rekomendacje w sieci. Najlepszym momentem jest ten, w którym klient wyraził zadowolenie. Dlatego regularne pytanie swoich klientów o to, czy są zadowoleni i sprawianie, że będą zadowoleni – jest świetnym punktem wyjścia do gromadzenia pozytywnych opinii.
Testimonial lub opinia – co zawiera idealna opinia?
Idealnie, jeśli udałoby Ci się uzyskać opinię zawierającą kilka elementów. Kiedy oferujesz produkt lub usługę idealna opinia dotyczy tego, co u Twojego klienta zmieniło się w wyniku stosowania Twojego produktu lub usługi. Opinia skupiająca się nie tylko na cechach produktu, ale na zmianie, którą on wprowadził – jest po prostu ciekawsza i jednocześnie – bardziej wiarygodna.
We wrześniu 2020, podczas konferencji Marketing Summit miałem okazję wysłuchać wystąpienia Jakuba Lubczyńskiego z Dance Control (świetna prezentacja, polecam!). Jakub słusznie zwracał uwagę, że prosząc o opinię warto zadać pytanie: „Komu w szczególności poleciłbyś nasz produkt/usługę/markę?” – to prosty zabieg znacznie poprawiający wiarygodność.
Porównaj dwie opinie i popatrz, która Twoim zdaniem jest ciekawsza i bardziej przekonująca:
Opinia A
Fajna pralka, cicho pierze (wg producenta 40 dB i chyba nie ściemniają).
Opinia B
Kiedy urodziło się nasze dziecko, cisza w domu stała się wyjątkowo ważna. Oboje docenialiśmy te momenty, kiedy mała zasypia, niestety – poprzednia pralka praktycznie to uniemożliwiała, budząc nasze maleństwo bardzo często. Dziecko stało się nerwowe i miało później kłopoty z zaśnięciem. Wymiana pralki na model XXX rozwiązała ten problem od razu. Młoda śpi spokojnie i budzi się tylko na kolejne karmienia. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Ten produkt polecamy w szczególności młodym rodzicom i tym, którzy z różnych powodów potrzebują ciszy nawet podczas wirowania.
Jak radzić sobie z negatywnymi komentarzami w Google?
To chyba odwieczny problem każdego biznesu. Opinie negatywne możemy podzielić na dwie grupy. Negatywne, które wynikają z jakiegoś niedopatrzenia lub wystawione zostały przez klienta, który uważa, że został źle obsłużony – przy czym nie wypowiada się anonimowo – oraz opinie negatywne, anonimowe, często bez żadnego komentarza.
W przypadku tych pierwszych zawsze warto próbować wyjaśnić z klientem, co poszło nie tak, gdzie popełniliśmy błąd. Postarajmy się naprawić relacje, bo wtedy są spore szanse, że kupujący zmieni zdanie i skasuje negatywny komentarz, a wstawi pozytywny. Takie sytuacje można często przekuć we własny PR‑owy sukces, który z porażki przeobrazi się w wyjątkową akcję.
Jakiś czas temu było głośno o pracowniku Amazona, który dostarczył osobiście klientowi paczkę przed świętami Bożego Narodzenia (wcześniej z powodu błędu nie została ona nadana), by dotarła jako upominek pod choinkę. Okazało się, że odbiorcą był jeden z dziennikarzy, który opowiedział o całej sytuacji w swoim programie.
W przypadku astroturfingu z kolei dochodzi do kuriozalnych sytuacji, gdzie np. konkurencja wystawia negatywne oceny lokalu przez jego oficjalnym otwarciem. Co wtedy?
W przypadku Facebooka oraz Google możemy próbować skontaktować się z supportem i usunąć komentarz, ale jest to długotrwała i żmudna praca. Komentarze mogą zostać usunięte tylko w wyjątkowych przypadkach. Na przykład jeśli są obraźliwe, łamią standardy społeczności, zawierają treści zakazane.
W przypadku Google możemy skusić się na zgłoszenie takiej opinii. Możemy to zrobić, wybierając interesującą nas ocenę i zaznaczenie jednego z kilku powodów.

Google ma własną politykę i regulamin ocen. Zawiera on między innymi następujące punkty, mówiące, że nie wolno:
- wysyłać spamu ani publikować fałszywych opinii w celu podwyższenia lub obniżenia oceny.
- publikować treści o charakterze jednoznacznie seksualnym lub obraźliwym ani zamieszczać linków do nich.
- używać komentarzy jako forum reklamowego.
- publikować treści stanowiących naruszenie zasad, szerzących nienawiść, zawierających groźby lub służących do nękania innych osób ani zamieszczać linków do nich.
- zamieszczać ani linkować do plików zawierających wirusy, plików uszkodzonych, koni trojańskich ani żadnych innych elementów o szkodliwym lub destrukcyjnym charakterze.
- podawać się za inną osobę, nieprawdziwie przedstawiać swoich relacji z inną osobą lub podmiotem ani w inny sposób fałszować takich informacji
- publikować materiałów naruszających prawa autorskie lub prawa własności intelektualnej innych osób
- naruszać innych obowiązujących praw ani przepisów
Jak widać, sama gwiazdka, bez żadnej opinii – wcale nie jest tu zakazana. Dlatego nie spodziewaj się, że każda ocena na Twoje żądanie zostanie usunięta.
W praktyce – Google i Facebook przejmują się opiniami jedynie wówczas, gdy faktycznie mogą one bardzo czytelnie naruszyć czyjeś dobre imię.
Po czym poznasz opinie generowane przez boty?
Warto jednak zauważyć, że jeśli otrzymamy wiele negatywnych opinii jedna po drugiej, to może się okazać, że generowane są one automatycznie – być może przez boty. W przypadku działań automatycznych zachodzi prawdopodobieństwo, że konta, z których opinie zostały wystawione, brały udział w podobnej akcji już wcześniej. Warto to sprawdzić, w naszym panelu „Wizytówki Google”. Znajdziemy tam odpowiednią zakładkę z opiniami, gdzie możemy obejrzeć historię wszystkich wpisów danego użytkownika. W ten sposób uzyskujemy dostęp do informacji potrzebnych do przekazania Google w celu usunięcia niestosownego komentarza. Takie konto może obsługiwać twórca tak zwanych „fake reviews”, warto więc zgłosić je do Google.
Kilka miesięcy po publikacji wpisu na FB natknąłem się na świetny przykład. Ktoś pytał o sprzęt komputerowy, a ktoś zachwalał ofertę jednego z dostawców. Sposób tego zachwalania jest jednak tak niewiarygodny, że trudno, aby marka była z niego zadowolona. Czy zaufasz opinii od TYgrys Tygrys, nawet zakładając, że lubisz koty? Widząc poniższy przykład trudno oprzeć się myśleniu, że Tygrys to bot albo osoba zatrudniona za niską stawkę w celu pisania opinii na zlecenie. Za niską, bo przecież gdyby była to wysoka stawka, z pewnością autor pokusiłby się o wiarygodny profil…

Opinie w Google i na FB – podsumowanie.
Wartościowe opinie to nasza przewaga. Jak widzisz – usunięcie nieprawdziwych komentarzy oraz takich, które są niskiej jakości nie jest proste. Musimy postarać się przy pomocy dostępnych narzędzi, by przekonać naszych klientów do pozostawienia ocen, które są prawdziwe. Nie bójmy się głosów krytyki, czasem są dla nas nauczką i będziemy musieli sobie z nimi poradzić. Wszyscy reagujmy na treści wulgarne, obraźliwe i spamerskie. Nawet na Facebooku mogą one zostać usunięte.
A jakie są Twoje doświadczenia z opiniami? Napisz w komentarzu, czy osobiście dotknął Cię problem negatywnych opinii albo daj znać, co we wpisie zainspirowało Cię najbardziej? Twój głos będzie dla mnie podpowiedzią, czy rozwijać ten temat.
Artykuł Opinie w Google – jak mieć dobre i prawdziwe? pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Artykuł Google Looker Studio – poradnik pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Z tego artykułu dowiesz się:
Google Looker Studio a blog firmowy
Looker Studio to narzędzie dostarczane przez firmę Google. Pozwala efektywnie wizualizować dane. Kluczem jest tu słowo „efektywnie”. W dużym uproszczeniu, podpinasz dowolne źródło danych, a następnie tworzysz wykresy i boksy, prezentujące dane – przede wszystkim liczbowe, ale nie tylko, ponieważ GLS może wizualizować także dane tekstowe. Praca z narzędziem opiera się o system dashboardów – ekranów, gdzie w wygodny sposób umieścisz czytelne wykresy, tabele i wskaźniki.
Dla uproszczenia przyjmijmy w tym artykule ograniczenie do działań contentowych na firmowym blogu. Kiedy prowadzisz firmowego bloga, to z wysokim prawdopodobieństwem, poza działaniami reklamowymi, kierującymi na blog, interesują Cię takie zagadnienia, jak:
- Uwidocznienie w Looker Studio, które wpisy są czytane chętnie, a które nie cieszą się popularnością
- Wskazanie w Looker Studio najbardziej atrakcyjnych i najsłabszych treści .
- Jakie słowa kluczowe kierowały ruch na poszczególne wpisy – organicznie.
Zaczynamy pracę od zalogowania się do ekosystemu Google (np. do poczty albo do GA) i wejścia na adres https://lookerstudio.google.com/. Ikoną z plusem dodajemy pierwszy raport.

Looker Studio – źródła danych
Dane, o które Ci chodzi, zebrane są co najmniej w dwóch różnych systemach. Co więcej, łatwe dotarcie do tych systemów wymaga od Ciebie umiejętności zaawansowanego korzystania z dwóch różnych narzędzi, w tym przygotowania sobie odpowiednich widoków w Google Analytics. I tu właśnie z pomocą przychodzi Google Looker Studio (dawniej Data Studio). W tym narzędziu przygotujesz raport tylko raz, a następnie będzie on stale zasilany aktualnymi danymi.
Google Looker Studio prezentuje dane na tzw. dashboardach, czyli stronach zapełnionych wykresami, panelami, wskaźnikami itp. Dzięki takiemu dashboardowi nie musisz przekopywać się przez gąszcz opcji w innych systemach i od razu masz pokazane właściwe dane. Filozofia systemu zakłada podłączenie źródeł danych. Aktualnie dostępne jest kilkadziesiąt konektorów do łatwego łączenia przeróżnych typów danych wejściowych. Moim zdaniem najbardziej użyteczne mogą okazać się następujące:
- Google Analytics
- Google Search Console
- Google Docs (arkusze)
- MySql
Kiedy tworzysz pierwszy raport w Google Looker Studio, kreator pyta o połączenie z pierwszym źródłem danych. Na ekranie widzisz kilkadziesiąt źródeł. W większości połączenie z nimi wymaga autoryzacji użytkownika. W wypadku GA i GSC potrzebne jest, aby konto Google z poziomu którego jesteś zalogowany do Looker Studio, posiadało także uprawnienia do tych systemów, podobnie rzecz ma się z arkuszami kalkulacyjnymi.
Zakładam w tym artykule, że masz dostęp do Google Analytics oraz Google Search Console.
Do każdego wykresu możesz mieć osobne źródło danych. Nie musisz korzystać na danej karcie tylko z jednego źródła. Więcej źródeł możesz wykorzystać, dodając je opcją z poziomu górnego menu. Istotnym ograniczeniem jest to, że dany wykres jest tworzony zawsze w oparciu o JEDNO źródło. Istnieje możliwość utworzenia tzw. źródła połączonego, tj takiego, gdzie dane z różnych systemów są połączone i reprezentowane jako jeden zbiór danych. To zaawansowana technika. Zajmiemy się nią w dalszej części kursu.
Twój pierwszy dashboard w Google Looker Studio
Po wejściu w Google Looker Studio tworzymy pierwszy dashboard. Początkowo będzie on wyglądać jak czysta kartka papieru, tyle, że domyślnie ułożona w orientacji poziomej. Możesz to zmienić po prawej stronie ekranu. W tym wpisie skupmy się jednak na merytoryce danych, wierzę, że z wyglądem poradzisz sobie samodzielnie.
Zacznijmy od informacji o wejściach z Google Analytics. Aby przygotować te dane, w pierwszej kolejności musimy wskazać systemowi Looker Studio źródło danych. W górnym menu wybierasz:
Zasób -> Zarządzaj dodanymi źródłami danych ->Dodaj źródło danych

Otwiera się ekran zawierający wiele możliwych konektorów, interesuje Cię konektor Google Analytics. Wyświetlą się te konta GA, do których masz uprawnienie jako zalogowany użytkownik. Wybierasz konto, usługę, a także widok danych, a po prawej stronie wybierasz niebieski przycisk POŁĄCZ. Wyświetla się lista wszystkich parametrów – w wypadku GA jest ich około PÓL TYSIĄCA! Na ten moment nie musisz nic zmieniać w tym zestawie, po prostu przejdź dalej – zobaczysz, jak łatwo później wybrać te dane, które są Ci potrzebne. Na tym etapie niczego nie zmieniamy w źródle danych, tylko dodajemy je do raportu:

Teraz, kiedy źródło danych masz już zdefiniowane, bardzo szybko przygotujemy zestawienie Twoich najważniejszych wpisów z bloga firmowego. Wybierz z górnego menu ikonę siatki i zacznij rysować tabelę. Przeciągasz rogi tabeli w dowolne miejsce na kartce, następnie przeciągając z prawej strony pola źródła danych umieszczasz je na w odpowiednich miejscach tabeli. Proponuję Ci następujący zestaw pól na początek:
Wymiary:
- Nazwa ekranu
Metryki:
- Sesje
- Użytkownicy
- Średni czas sesji
- Średni współczynnik odrzuceń
W tym momencie w tabeli powinno pojawić się już sporo informacji.

W dolnej części miejsca, w które przeciągałeś metryki, jest ciekawa opcja porównania z poprzednim okresem. To całkiem użyteczna sprawa, która doda w Twojej tabeli kolumny z pokazaniem zmiany w czasie, względem poprzedniego okresu.
Filtry danych w Google Looker Studio
Aby Twoje raporty były użyteczne i czytelne, warto prezentować na nich tylko te dane, na których Ci naprawdę zależy. Filtry w Google Looker Studio dzielą się na dwie grupy:
- Filtry globalne – działają na wszystkie obiekty (wykresy, wskaźniki, tabele) na Twoim dashboardzie
- Filtry cząstkowe – działają tylko na tym obiekcie, na którym są zastosowane.
Narzędzie Google Looker Studio pozwala na bardzo wygodne i ciekawe operowanie filtrami danych. W tym wypadku chcemy analizować działania na blogu. W analizowanym przykładzie wszystkie wpisy zawierają url ze składnikiem /blog po ukośniku. Jeśli chcesz widzieć w tabeli tylko tego rodzaju adresy, to po zaznaczeniu tabeli wybierz po prawej stronie na dole opcje filtrowania. Na początku nie ma tu filtrów. Pierwszy filtr trzeba zdefiniować.
Filtr działa tylko w obrębie aktywnego dla danego obiektu źródła danych. Jeśli więc miałbyś kilka źródeł danych, a jakiś filtr zbudujesz na jednym z nich (np. podłączone trzy różne konta GA z różnymi identyfikatorami usługi), to filtr ten będziesz mógł stosować wyłącznie na tym jednym źródle. Chcąc mieć analogiczne filtry dla pozostałych źródeł, musisz wejść w edycję jakiegokolwiek wykresu, bazującego na tym źródle, a następnie tam właśnie zdefiniować filtr. Pamiętaj także, że filtr działa tylko na tym obiekcie (wykresie, tabeli), na którym go aplikujesz.
Filtr zawiera nazwę – i jest ona ważna, bo dla dużych raportów bez nazw po prostu łatwo się pogubisz. Osobiście wypracowałem sobie konwencję nazewnictwa, polegającą na tym, że nazwę zaczynam od akronimu wskazującego na źródło danych. W ten sposób w przyszłości mogę łatwo znajdować odpowiednie filtry.
Jak tworzyć filtry?
Wróćmy jednak teraz do aplikowania pierwszego z filtrów. Tworzymy nowy filtr i nazywamy go, przykładowo: GA-tylko-blog

W ten sposób będzie wiadomo, że odnosi się on do źródła danych GA – Google Analytics i odfiltruje nam tyko adresy z bloga. Jak zatem odfiltrować te adresy w możliwie prosty sposób? Wystarczająco dobre w tym momencie będzie zastosowanie prostego warunku, że wymiar „nazwa ekranu” – pokazujący pod jakim adresem strona się wyświetliła, musi zawierać w sobie „/blog”. W ten sposób filtr zawęzi nam wyniki z GA tylko do tych, w których występuje „/blog”.
Tak zdefiniowany filtr pozostaje zatwierdzić i dodać do tworzonej tabeli. Od tego momentu tabela powinna pokazywać tylko te nazwy ekranu, w których występuje słowo „/blog”, a więc nasze wpisy blogowe. Filtr jest zapamiętamy na poziomie całego raportu i będzie dla Ciebie dostępny we wszystkich kolejnych obiektach (tabelach, wykresach, wskaźnikach), dzięki czemu będziesz mógł go aplikować bardzo szybko do kolejnych elementów dashboardu.
Looker Studio – przydatne typy wykresów
W Google Looker Studio (dawniej Data Studio) dostępne na górze formanty możesz przeciągać na kartę swojego dashboardu metodą drag and drop z górnej części głównego okna aplikacji. Po tabelą utwórzmy teraz wykres kołowy, pokazujący z jakich źródeł pochodził ruch na bloga. W tym celu wybierasz wykres kołowy. Tu konfiguracja jest stosunkowo prosta. Jako wymiar wskazujesz źródło ruchu, a jako metrykę – liczbę sesji.
Jeśli chcesz, żeby Twój dashboard pokazywał spójne dane, to koniecznie zaaplikuj ten sam filtr cząstkowy, który utworzyłeś wcześniej do tabeli, także do wszystkich nowych wykresów na stronie. Jeśli pominiesz ten krok, to tabela z zaaplikowanym filtrem będzie pokazywała dane tylko dla bloga, ale wykres kołowy – będzie prezentować dane globalne, całego konta GA. Ktoś, kto spojrzy na taki raport zostałby zatem wprowadzony w błąd. Ponieważ praca wciąż odbywa się w oparciu o to samo źródło danych – możesz śmiało skorzystać z filtra utworzonego przed chwilą. Nie ma obecnie możliwości zaznaczenia wielu wykresów czy tabel i dodania im filtra zbiorczo, musisz kliknąć na każdy formant i aplikować filtr ręcznie.
Looker Studio – tabela przestawna
Ciekawą funkcją, która dość szybko pozwala wizualizować interesujące dane, jest tabela przestawna. Znasz ją zapewne z Excela. W Looker Studio działa to podobnie. W naszym przykładzie wybieramy z górnego menu tabelę przestawną, a następnie przeciągamy odpowiednie wymiary i metrykę.

W tej tabeli proponuję dodać wymiar kolumn: płeć, a wymiar wierszy – wiek. Gromadzenie tego rodzaju danych musi być wcześniej włączone w Google Analytics. Jako dane proponuję przenieść liczbę sesji. W ten sposób dowiesz się, jak rozkłada się „czytelnictwo” Twojego bloga w rozbiciu na płeć użytkownika oraz kategorie wiekowe. Pamiętaj o włączeniu wcześniej zdefiniowanego filtra, aby dane w tabeli przestawnej były „kompatybilne” z tym, co widać na pozostałych wykresach i tabelach.
W tym miejscu warto od razu przejść do zakładki ze stylem w panelu po prawej stronie (dotąd operowaliśmy na zakładce DANE). Po przejściu w zakładkę STYL wybieramy Dane nr 1 -> Mapa termiczna. Po tym zabiegu Twoja tabela powinna wyglądać mniej więcej w ten sposób:

Looker Studio – klasyczny wykres liniowy
Jeśli utworzyłeś już tabelę zwykłą, tabelę przestawną i wykres kołowy, to klasyczny wykres liniowy w Google Looker Studio nie sprawi Ci żadnego kłopotu. Po prostu wybierz go u góry i umieść na karcie raportu, wybierając liczbę sesji. Pamiętaj o filtrze cząstkowym dla adresów zawierających „/blog”!
Analogicznie możesz tworzyć wykresy słupkowe, kołowe etc. – znasz je na pewno z pakietów biurowych, więc wierzę, że sobie świetnie poradzisz.
Rola filtrów globalnych
Ogrom potencjału narzędzia ujawnia się, kiedy zaczynasz używać filtrów globalnych, działających w obrębie całej strony. Do dyspozycji masz 3 rodzaje filtrów, zwanych tu kontrolerami:
- Zakres dat – jego działanie jest dość oczywiste. Kiedy go wybierzesz WSZYSTKIE wykresy na stronie zostaną odfiltrowane do wybranego zakresu daty.
- Kontrola filtra – jest to filtrowanie wg dowolnego wymiaru i – co ważne – takich filtrów możesz stworzyć kilka.
- Kontrola danych – pozwala na łatwe przełączanie między różnymi źródłami danych dla raz stworzonych raportów. Wbrew pozorom jest to bardzo „inteligentna” funkcja, pozwalająca na np. własnych wymiarów do różnych źródeł danych, co wyjaśnię w kolejnych wpisach.
Na tym etapie proponuję Ci dodać po prostu filtr daty. Po jego dodaniu nie wymaga on dalszych konfiguracji z Twojej strony.

Włączamy pierwszy raport w Looker Studio
Twój pierwszy dashboard jest gotowy! Możesz go teraz „włączyć” klikając przycisk „wyświetl” po prawej stronie u góry. Widzisz więc podstawowe parametry Twoich wpisów blogowych, wiesz także kto je czyta, oraz w oparciu o jakie urządzenia. To oczywiście tylko przedsmak tego, co ten system umożliwia, ale dzięki stworzeniu pierwszego dashboardu Looker Studio wiesz już, jak działa to rozwiązanie.
Teraz zmieniając zakres dat filtrem daty od razu możesz sprawdzać parametry Twojego bloga. Widzisz kto i w oparciu o jakie urządzenia czyta Twojego bloga, bądź odwiedza sklep internetowy widzisz, czy oglądalność rośnie czy spada, jak rozkłada się w czasie na wykresie liniowym, a także widzisz szczegółowe statystyki dla poszczególnych wpisów. Informacje możesz łatwo sortować klikając na nazwę kolumny w tabeli.

Tak prezentuje się utworzony raport, prezentujący kilka informacji, mieszczących się na jednej karcie. Jeden rzut okiem i już widzisz, przykładowo:
- Listę najczęściej czytanych wpisów na blogu
- Średni czas na stronie dla pierwszego artykułu to ok. 8 minut.
- Zainteresowanie topowym artykułem wzrosło o 12% względem poprzedniego okresu.
- Pewnie dałoby się poprawić jakość ruchu, bo współczynniki odrzuceń są dość wysokie.
- Blog jest czytany niemal wyłącznie na urządzeniach stacjonarnych.
- Ruch pochodzi z Google oraz z wejść bezpośrednich… z tym, że tu trzeba pamiętać, że direct to tak naprawdę wszytko, czego Google nie umiało prosto zaklasyfikować i wcale nie musi to być wyłącznie czysty direct, ale to całkiem osobny temat, wykraczający poza niniejszy wpis.
- Widać wyraźnie cykle zainteresowania zgodne z dniami tygodnia.
- Blog trafia głównie do mężczyzn. Dominuje grupa 25-34 lata, jednak to kobiety w tej samej grupie wiekowej zdają się czytać z większą uwagą, bo średnio spędzają na blogu ponad 40 sekund więcej…
Ale… zaraz, zaraz! Przecież te wszystkie te dane są już jednak zawarte w Google Analytics! Po co zatem w ogóle używać Google Looker Studio?
Looker Studio – Po co w ogóle tego używamy?
No właśnie. Teraz, kiedy widzisz, jak łatwo wizualizować dane z GA masz pełne prawo zastanawiać się, po co to w ogóle robimy, skoro te wszystkie informacje i tak są już w GA? Jeśli Ty także zadajesz sobie to pytanie, to bardzo dobrze! Znaczy to, że należysz do grona świadomych użytkowników, a z takimi rozmowy zawsze są najciekawsze. No więc, odpowiadając na Twoje pytanie – istnieje kilka mocnych powodów, dla których warto używać Google Looker Studio.
- Pozwala na przedstawienie najważniejszych zagadnień osobom, które wcale nie muszą się znać na Google Analytics.
- Jak wyżej, w odniesieniu także do Google Search Console, o czym opowiem w kolejnym odcinku.
- Pozwala na podpięcie dziesiątek różnych źródeł danych, z których bardzo przydatne mogą być arkusze Google Docs oraz połączenie z MySql.
- Pozwala na łączenie ze sobą różnych źródeł w celu prezentowania informacji połączonych (np. informacje z CRM połączone z informacjami z GA).
- Raz przygotowany dashboard może służyć Ci latami.
- Prosta podmiana źródła danych pozwala łatwo porównać kluczowe parametry dla różnych źródeł danych, np. różnych stron.
Google Looker Studio – cz. 2 – cała prawda o REGEXP
Regexp w połączeniu z Google Looker Studio to potężna broń w rękach analityka. Tzw. regexpy to działania na wyrażeniach regularnych. Ponieważ pytaliście o to w czasie naszych webinarów, przygotowałem wpis objaśniający podstawy tego zagadnienia. Znajdziesz tu kilka użytecznych regexpów do Google Looker Studio. Zapraszam
W tej części dowiesz się:
- Co to są wyrażenia regularne?
- Jak korzystać z funkcji regexp match w Google Looker Studio?
- Do czego może przydać się regexp extract?
- W jaki sposób w Google Looker Studio możesz zbudować własną, użyteczną klasyfikację semantyczną fraz?
Google Looker Studio i pola obliczeniowe
Google Looker Studio to potężne narzędzie samo w sobie. Kiedy jednak zaczniesz budować własne wymiary i metryki, jego użyteczność stanie się dla Ciebie jeszcze większa. Mimo, że popularne źródła danych, jak Google Analytics czy Google Search Console – zawierają ogromne pokłady informacji o danych, to czasem dla ich lepszego rozumienia i analizy – przydają się dodatkowe informacje.
Jak zdefiniować pole obliczeniowe w Google Looker Studio?
Przy edycji źródła danych kliknij „Dodaj pole”. Następnie nadaj nazwę nowego pola. Pod spodem (w tym największym polu tekstowym) edytujesz formułę. Możesz klikać na istniejące metryki i wykonywać na nich podstawowe operacje arytmetyczne.

Zacznijmy od czegoś prostego – załóżmy, że potrzebujesz metryki zbudowanej jako podwojona liczba wyświetleń Twojej strony na dane słowo kluczowe. Czyli potrzebujesz podwoić to, co w Google Search Console nazywamy impressions. Jak pokazuję na GIF’ie powyżej, klikasz UTWÓRZ NOWE POLE, nadajesz mu nazwę, a następnie edytujesz formułę. Wystarczy kliknąć po lewej i z listy pól wybrać to, które chcesz wciąć jako składnik formuły.
W przeciwieństwie do MS Excel nie zaczynamy od znaku równości, nie jest to potrzebne. Możesz stosować proste operacje arytmetyczne, albo bardziej zaawansowane funkcje, do których należą wyrażenia regularne. Poniżej pokażę Ci na przykładach, jak użyteczną wiedzę z nich jesteś w stanie uzyskać.
Co to jest regexp?
Regexp, czyli regular expression – po polsku: wyrażenie regularne. To wyrażenie, które da się opisać pewnym wzorem. Najłatwiej opisać to na przykładzie. Zacznijmy od czegoś prostego, np. kod pocztowy w Polsce ma dość prostą strukturę: dwie cyfry, myślnik, trzy cyfry. Jeśli chcielibyśmy wykrywać kody pocztowe, to powinniśmy szukać ciągów, które spełniają regułę [0-9]{2}-[0-9]{3}.
Oznacza to znak z zakresu od 0 do 9, powtórzony dwukrotnie, myślnik, znak z zakresu 0-9 powtórzony trzykrotnie. Jeśli w dowolnym większym tekście uruchomimy takie wyrażenie regularne, powinno ono wychwycić nasz kod ukryty wewnątrz tego tekstu.
Google Looker Studio jest super, więc po co nam jeszcze regexep?
Przy pomocy wyrażeń regularnych możemy znajdować różne ciągi znaków. Przyda nam się do to dalszych prac w celu ułatwienia analizy danych. Przykładowo możemy przy pomocy takich wyrażeń policzyć liczbę słów w danej frazie kluczowej, albo też klasyfikować frazy tematycznie i przeglądać później tematami. Zastosowań jest wiele, ale najpierw podstawy:
Google Looker Studio i regexp – wielkość liter
Domyślnie reguły w Looker Studio są case-sensivite, czyli wrażliwe na wielkość liter. Czyli słowa „produkt” i „Produkt” są traktowane jako różne. Jeśli chcesz pracować z pominięciem różnic wynikających z wielkich i małych liter, na początku wyrażenia wpisz: (?i). Przykładowo:
(?i)produkt
Będzie szukać zarówno słowa „produkt” jak i „Produkt”
Regexp – znaki specjalne
Znaki specjalne nie mogą być użyte wprost, trzeba je „escapować”. Innymi słowy, musimy powiedzieć interpreterowi, żeby znaku nie traktował zgodnie z jego specjalnym charakterem, ale że ma go traktować literalnie.
Przykładem takiego znaku jest kropka, która w wyrażeniu regularnym oznacza dowolny znak, poza końcem linii. Nie możesz więc wprost wyszukać wyrażenia linuxpl.com z kropką, po prostu ją wpisując, ponieważ wówczas wyrażenie złapałoby słowa typu:
- linux1com
- linux com
- linuxAcom
- i wiele innych.
Looker Studio (dawniej Data Studio) korzysta z escapowania przez dwa ukośniki backslash. Notacja powinna być więc następująca:
linuxpl\\.com
Wówczas wyrażenie zadziała jeśli w ciągu znajdzie się właśnie linuxpl.com.
Najważniejsze znaki specjalne w składni regexp w Looker Studio:
. – oznacza dowolny znak
* – oznacza od zera do dowolnej liczby wystąpień poprzedzającego elementu (.* to zatem dowolny ciąg znaków)
+ oznacza co najmniej jedno wystąpienie poprzedzającego elementu
? oznacza zero lub jedno wystąpienie elementu
() – nawiasy grupują elementy tak, że znak po nawiasie odnosi się do całego nawiasu
{0,5} – liczba wystąpień danego elementu od 0 do pięć
[a-z] – dowolna litera mała
[A-Z] – każda litera wielka
[0-9] – cyfra z zakresu 0-9
Regexp – Bardzo przydatny znak – alternatywa
Pionowa pałka | to bardzo użyteczny znak specjalny, oznaczający „lub”. Jakaś część frazy może znajdować się w nawiasie w którym wystąpią warianty. Każdy wariant spełni wyrażenie. Przykład:
linuxpl\\.(com|eu|info|pl)
Wyrażenie zadziała dla dowolnej domeny z końcówkami wymienionymi w nawiasie, ale nie zadziała dla domeny linuxpl.org, ponieważ „org” nie było jako wariantu.
Regexp w Looker Studio – praktyczne zastosowania
Looker Studio – unifikacja źródeł danych – REGEXP REPLACE
Wyrażenia regularne w Google Looker Studio możesz wykorzystać na kilka sposobów. Jednym z nich jest poradzenie sobie z sytuacją, w której ruch z kilku źródeł jest „prawie” taki sam i dla Twojego raportu dobrze byłoby go zunifikować.
Regexp Replace – ta funkcja zastępuje wzór znaleziony w zadanym ciągu podanym innym ciągiem. Jeśli masz na przykład niespójne dane, bo zmieniła się konwencja nazewnictwa, albo jeśli chcesz ujednolicić dane o źródle ruchu, możesz użyć tej funkcji do zagregowania całego ruchu pod jedną nazwą źródła.
Oto praktyczny przykład. Tworzysz pole obliczeniowe z formułą:
REGEXP_REPLACE(Source, '(?i)((l|m|lm)\\.)?facebook\\.com', 'facebook')
Ta formuła bez względu na wielkość liter (?i) wychwyci dla „Source” wszystkie wystąpienia, gdzie słowo facebook.com jest poprzedzone l., m. lub lm. lub… niczym, bo znak zapytania oznacza, że wystąpienie nawiasu ma być zero lub jeden raz. Następnie zamieni (stąd w nazwie funkcji słowo „replace”) na ciąg „facebook”. Zatem dokona transformacji:
| Przed | Po |
| facebook.com | |
| m.facebook.com | |
| l.facebook.com | |
| lm.facebook.com |
Looker Studio – jak zmierzyć długi ogon?
Poprzez omawianą funkcję REGEXP REPLACE możesz mierzyć złożoność frazy, w sensie – liczby słów we frazie. Przyda Ci się wówczas następująca formuła:
LENGTH(REGEXP_REPLACE(Query, "[^\t\n\f\r ]", "")) + 1
Funkcja zwraca długość ciągu, powstałego jako zastąpienie w zapytaniu użytkownika („query”), wszystkich znaków nie będących znakami specjalnymi typu tabulator i spacjami – ciągiem pustym i dodanie jedynki. Jedynka jest poprzednia, ponieważ fraza jednowyrazowa po takiej transformacji miałaby 0 znaków, a zawiera przecież jeden wyraz.
Looker Studio i ekstracja parametrów zapytania – REGEXP EXTRACT
Funkcja Regex Extract pozwala wyciągnąć część informacji, która spełnia danych wzór. Jeśli zatem w adresie url znajduje się wiele zmiennych GET, stanowiących parametry, możesz wyciągać informacje o nich, bazując na funkcji REGEXP EXTRACT.
Dla przykładu wyświetlane adresy URL mają postać typu sklep.pl/?produktId=23552&rozmiar=36&kategoria=sukienki, a Ty chcesz przygotować raport, dotyczący rozmiarów. Potrzebowałbyś zatem czegoś, co zgrabnie wyciągnie ze zmiennej rozmiar odpowiednią wartość. Tworzysz zatem (przykładowo, dla źródła danych Google Analytics) pole obliczeniowe z formułą:
REGEXP_EXTRACT(Wyświetlany adres URL,'rozmiar=(.*)[&^]')
Taka formuła będzie zwracać wartości rozmiaru i przyjmować wartość pustą w razie braku rozmiaru.
Looker Studio – zagadnienie kategoryzacji – REGEXP MATCH
Kolejny ciekawy przykład to sposób na kategoryzowanie. Osobiście bardzo często korzystam z tego rodzaju rozwiązania. REGEXP MATCH pozwala zbadać dopasowanie tekstu do wzorca.
Zagadnienie, z którym ja osobiście chciałem się zmierzyć, polegało na kategoryzacji zapytań względem intencji wyszukującego, w kontekście faz zakupowych. No wiesz, na początku interesujemy się ogólnie kategorią, a czym bardziej nasze myślenie zbliża się do konkretnego produktu, tym bardziej interesuje nas produkt, opinie czy porównania go z konkurencyjnymi rozwiązaniami. Chciałem też wiedzieć, kiedy ktoś szuka informacji jak coś zrobić (mój produkt może w tym pomóc) lub też informacji o cenach.
Aby dokonać tego rodzaju analiz, potrzebujesz poznać i spróbować choć w przybliżeniu zrozumieć intencję użytkownika. Przyda się nieco słów charakterystycznych dla określonych intencji oraz struktura CASE… WHEN.
Budujemy raport w Google Looker Studio w oparciu o dane z Google Search Console. Definiujesz własne pole obliczeniowe i wpisujesz jako formułę:
case when REGEXP_MATCH(Query, '.(jak ).') then 'jak' when REGEXP_MATCH(Query, '.( wybrać|jaki ).') then 'jak wybrać' when REGEXP_MATCH(Query, '.(dlaczego |po co|w jakim celu).') then 'dlaczego' when REGEXP_MATCH(Query, '.(cena|ceny|koszt|za ile |po ile|cennik).') then 'cennik' when REGEXP_MATCH(Query, '.(tania|tanio |najtańsz|taniej |wyprzedaż. |promocj).') then 'obniżenie ceny i promocje' when REGEXP_MATCH(Query, '.(porówna|vs|versus| czy |ranking).') then 'porównanie' when REGEXP_MATCH(Query, '.(opini|poleca).') then 'opinie' else 'nieokreślona' end
Konstrukcja tego pola obliczeniowego zakłada szereg kolejno sprawdzanych warunków – KIEDY fraza spełnia określone wyrażenie regularne WÓWCZAS przypisz określoną wartość pola. Stosuję tu wyrażenia regularne oparte o listy słów rozdzielone pionową pałką, czyli spełniane jeśli wystąpi co najmniej jedno z określonych w nawiasie słów… No właśnie – nawet nie całych słów, wystarczy wpisać nieodmienną część słowa. Przykładowo zamiast „najtańsza|najtańszy|najtańsze” itd. wystarczy użyć „tajtańsz”, bo wyrażenie będzie wówczas spełnione.
Taka struktura pozwoli Ci na zaklasyfikowanie różnego rodzaju zapytań do określonych intencji użytkownika. Możesz więc „złapać” wszystkie frazy, odnoszące się do cen, znaleźć frazy wpisywane przez użytkowników poszukujących najtańszego rozwiązania, czy też zidentyfikować frazy, związane z porównywaniem albo opiniami.
W przedostatniej linii tej struktury znajdziesz wartość , która powinna zostać przypisana, jeśli fraza nie spełniła żadnej ze zdefiniowanych przez Ciebie reguł (klauzula ELSE, czyli „w przeciwnym wypadku”) .
REGEXP MATCH w kategoryzacji – praktyczne problemy

Na powyższej ilustracji możesz obejrzeć, jak wygląda to w wypadku naszej strony. Utworzony własny wymiar „Kategoria motywacji”, którego struktura jest podobna, jak w zaprezentowanym przykładzie. Następnie zbudowałem filtr w oparciu o ten wymiar. Włączając ten filtr uzyskałem w Data Studio tabelę, w które mam jedynie frazy organiczne, w których użytkownicy chcieli dokonywać porównań.
Widać tu drobną niedoskonałość wnioskowania opartego o takie proste wzorce, ponieważ słowo „czy” jest charakterystyczne dla porównywania produktów („rower czy samochód?”), ale także dla innych pytań, w tym wypadku „DNS Anycast czy warto?”. Z tym zagadnieniem możemy sobie poradzić stosując operator wykluczający:
REGEXP_MATCH(Query, '.(porówna|vs|versus| czy (warto)^|ranking).')
W takim wypadku reguła będzie spełniona, jeśli w ciągu wystąpi słowo „czy” wraz ze spacją, ale nie będzie po nim spacji i słowa „warto”. Zwróć uwagę, że w tej regule słowo „czy” jest poprzedzone spacją. Zrobiłem tak, aby nie wychwytywać zapytań w rodzaju „Czy warto stosować…” – zatem zaczynających się od „czy”. Mogą to być oczywiście wartościowe frazy, tylko, że nie powinny one być zaklasyfikowane jako „porównujące”, stąd wykluczyłem je w tym wypadku.
Google Looker Studio – potęga regexp!
Podsumowując – omówiliśmy w jaki sposób dodać własne pole obliczeniowe w Google Looker Studio oraz jak korzystać z trzech funkcji regexp:
- match
- replace
- extract
Google Looker Studio – cz. 3 – NPS (Net Promoter Score)
Google Looker Studio to morze możliwości, a NPS to jedna z nich. Przygotowując ten wpis sporo poklikałem i wygląda na to, że to pierwsze takie opracowanie na świecie. Pierwsze, omawiające kompleksowo, jak wykorzystać GLS do analiz Net Promoter Score. Niektórzy uważają, że badanie NPS jest zbyt proste, że za mało dokładne… Na LinkedId spotkałem nawet takich, którzy sądzą, że NPS się już „skończył”. Moim zdaniem Net Promoter Score ma się świetnie i może odmienić Twój marketing, zapewniając Ci szybko przewagę nad konkurencją.
W tej części artykułu dowiesz się:
- Co to jest Net Promoter Score?
- Jak przygotować badanie NPS?
- Jak Looker Studio pomoże Ci bezpłatnie wizualizować wyniki badania NPS?
Net Promoter Score – co to jest?
W uproszczeniu mówiąc – jest to narzędzie oceny lojalności klientów danej firmy. Istnieją badania dowodzące, że wartość NPS jest skorelowana ze wzrostem przychodów w firmie. Uwaga – mówimy o przychodach, niekoniecznie o zyskach.
„Indeed, loyal customers can raise the water level in the bucket: Customers who are truly loyal tend to buy more over time, as their incomes grow or they devote a larger share of their wallets to a company they feel good about. „
Frederick F. Reichheld w Harvard Business Review z grudnia 2003 roku (https://hbr.org/2003/12/the-one-number-you-need-to-grow)
NPS
Współczynnik NPS przybliża nam i pozwala oszacować lojalność, która istnieje pomiędzy konsumentem a marką, dostawcą dóbr i usług. Jest to jednak dość wąskie rozumienie tego wskaźnika. Moim zdaniem NPS należy rozumieć nieco szerzej, jako sposób myślenia o relacjach ze swoimi odbiorcami i sposób pracy, który pozwala transformować organizację (markę) tak, żeby w coraz doskonalszy sposób zaspakajała potrzeby odbiorców.
NPS – definicja. Zasadnicze pytanie.
Zacznijmy jednak od podstawowych zagadnień. Jak definiujemy wskaźnik? Otóż w badaniu NPS zadajemy jedno zasadnicze pytanie.
[apla]
Fundamentalne pytanie NPS
„Z jakim prawdopodobieństwem poleciłbyś naszą markę znajomemu?”
Zaznacz odpowiedź na skali od 0 (wcale) do 10 (polecę na pewno!)
0 – 1- 2 – 3 – 4 – 5 – 6 – 7 – 8 – 9 – 10
[/apla]
Widziałeś takie pytanie wcześniej? To nie przypadek, że wiele firm stosuje takie badania, po prostu stały się złotym standardem w tej dziedzinie. To dlatego to samo pytanie możesz spotkać na platformie Origin, sprzedającej gry komputerowe, po skorzystaniu z wysyłki kurierskiej, w elektromarkecie online czy też wreszcie – korzystając z naszych usług hostingowych.
Na tak zdefiniowanej skali 0 oznacza absolutny brak chęci polecenia, podczas gdy 10 oznacza maksymalną gotowość do polecania. Proste, prawda? Tylko tyle i… aż tyle!
Net Promoter Score – Jak rozumieć odpowiedzi?
Jeden z najbardziej „magicznych” elementów NPS to sposób interpretacji odpowiedzi na skali. Osoby, które oznaczyły odpowiedzi są klasyfikowane do jednej z trzech kategorii:
| Ocena | Segment |
| 0-6 | Wrogowie marki (ang. detractors/terrorists) |
| 7-8 | Osoby neutralne |
| 9-10 | Sympatycy marki (ang. promoters) |
Jak zatem widzisz, skala jest kompletnie niesymetryczna. Jedynie osoby, które przyznają oceny 9 i 10 są traktowane jako „zadowolone”. Tylko wobec nich marka może powiedzieć: „Ok, udało się!”.
Osoby przyznające ocenę 7 lub 8 to – wydawać by się mogło – osoby dość zadowolone z marki. W metodyce NPS jednak -traktujemy je zaledwie jako osoby obojętne, neutralne. Nie są ani naszymi sympatykami, ani wrogami.
Wrogowie marki – to w nomenklaturze NPS ci, których potrzeb nie udało się zaspokoić i którzy przyznali oceny w zakresie od 0 do 6. To bardzo ważne. Zwróć uwagę, że – w przeciwieństwie do, przykładowo, klasycznej skali Likerta, osoby „za połową” skali, przyznające ocenę 6, wcale nie są uznawane za zadowolone!
Marka musi zatem postarać się mocniej.
Odrobina matmy – poziom podstawowy
Teraz czas na proste działania matematyczne. Aby policzyć wskaźnik NPS bierzemy pod uwagę wszystkie odpowiedzi os sympatyków i wrogów marki, a odrzucamy te neutralne.
UdziałSympatyków = Sympatycy / (Sympatycy + Wrogowie + Neutralni) UdziałWrogów = Wrogowie/ (Sympatycy + Wrogowie + Neutralni) NPS = 100 * (UdziałSympatyków - UdziałWrogów)
Proste, prawda? Do formuły bierzemy tylko dwie grupy. Z punktu widzenia wskaźnika NPS grupa osób neutralnych jest nieważna, ale tak naprawdę są oni istotnym segmentem dla Twojego marketingu. Prawdopodobnie wystarczy niewiele wysiłku, aby tych, co dali 8 przekonać do przejścia na ocenę 9. Działa to też, niestety, w drugą stronę – wystarczy małe „potknięcie”, aby ten, który dał 7 – przeszedł na stronę wrogów.
NPS to zatem procentowy udział sympatyków minus procentowy udział wrogów… Zawsze zatem zawiera się w przedziale od -100 (gdybyś miał samych wrogów) do +100, w wypadku samych sympatyków.
Net Promoter Score nie mierzy efektywności poleceń!
Net Promoter Score to badanie deklaratoryjne, nie mierzy rzeczywistego „polecania”, nie jest elementem pomiaru programów afiliacyjnych w sensie ich rdzennej aktywności.
Ocena 10 wcale nie oznacza, że respondent rzeczywiście poleci nas znajomemu, ani że to zrobił. Oznacza tylko, że deklaruje taką gotowość w mniej lub bardziej anonimowej ankiecie, co nie musi znaleźć potwierdzenia w badaniach behawioralnych.
Ponieważ jednak wykazano istotną korelację pomiędzy przychodami a wynikami NPS – wciąż jest to świetna, użyteczna i przy tym bardzo prosta miara. Pamiętaj tylko o powyższym zastrzeżeniu podczas swojego wnioskowania.
Dwa podejścia do Net Promoter Score – szeregi czasowe i przekrojowe.
Istnieją dwa podejścia do Net Promoter Score i jest to raczej typowe dla wielu rodzajów badań:
Szeregi czasowe
W tym podejściu skupiamy się na regularnym badaniu tego samego segmentu, np. tych samych klientów, albo klientów wykonujących te same czynności – przykładowo analizujemy zawsze NPS po określonej liczbie dni od jakiegoś zdarzenia, albo badamy co pół roku wszystkich klientów i sprawdzamy „ewolucyjnie”, jak obraz zmienia się w czasie.
Szeregi przekrojowe
W tym wypadku badamy w jednym czasie np. wszystkie grupy klientów, albo klientów różnych marek.
W danym momencie możemy porównywać np. klientów, którzy kupowali spodnie z tymi, którzy kupowali buty i np. przekonać się, że oferta butów z naszego sklepu jest skorelowana z lepszymi ocenami NPS.
Zdaniem eksperta…
NPS ma wielu zwolenników i przeciwników. Często jest stosowany niewłaściwie, co tylko utwierdza tych drugich w przekonaniu o jego nieskuteczności. Tymczasem zarzuty wobec NPS-a przeważnie wynikają z braku zrozumienia, do czego służy. Wskaźnik powstał głównie z myślą o pomiarze relacji klienta z marką.
Mówi się, że mierzy ciepłotę uczuć i potencjał rynkowy. Najważniejsze jest to, by Twoja firma stała się klientocentryczna, a jej pracownicy potrafili wejść w buty klienta i zrozumieć jego potrzeby. NPS ewidentnie w tym pomaga, o czym świadczy fakt, jak wiele firm z powodzeniem z niego korzysta.
Google Looker Studio i NPS – czyli skąd zebrać dane? Użyj Google Forms!
Google Looker Studio nie zbierze danych do badania NPS. To narzędzie raportujące, a badanie NPS wymaga interakcji z użytkownikiem. Looker Studio wykorzystamy jako interfejs prezentacji i analizy informacji jakościowych oraz ilościowych.
Dane z badania NPS możesz zbierać przy pomocy różnych narzędzi. Mogą to być, przykładowo:
- wywiady ustne i ankieta realizowana długopisem na kartce
- SMS
- Automatyczne systemy ankietujące przez telefon
- Klikanie w mailu (np. Redlink świetnie się do tego nadaje)
- Formularz na stronie
Załóżmy, że wybieramy scenariusz najbardziej klasyczny, czyli będziemy zbierać dane poprzez formularz. Jeśli masz umiejętności programistyczne – przygotujesz go samodzielnie. Przyda nam się to, żeby umiał on zapisywać dane do bazy, albo do pliku csv, choć zdecydowanie rekomenduję Ci bazę danych, ponieważ Google Looker Studio (dawniej Data Studio) może wpiąć się do niej bezpośrednio poprzez gotowy connector MySql. Zaoszczędzisz sobie pracochłonnego tworzenia i wysyłania plików csv.
Google Forms – prosty formularz NPS!
Żeby przeprowadzić badanie NPS nie potrzebujesz praktycznie żadnej płatnej aplikacji. Jeśli nie masz umiejętności programistycznych spokojnie wystarczy Ci system Google Forms, w którym bezpłatnie możesz zbudować nawet dość skomplikowane formularze. Nasz jednak będzie prosty, ponieważ zawrzemy w nim wyłącznie dwa pytania.
Tworzymy formularz i umieszczamy w nim pytania. Pierwsze brzmi: „Z jakim prawdopodobieństwem poleciłbyś naszą markę znajomemu, w skali od 0 (nie polecę) do 10 (polecę na pewno)?”, a drugie – typu tekstowego – dotyczy uzasadnienia.

Możesz oczywiście prosić także o dane identyfikacyjne, w tym miejscu jednak przestrzegam, że raczej obniżą one mocno Twoją konwersję. Pomocą może okazać się przekazanie w zmiennej GET adresu mailowego albo identyfikatora użytkownika, niestety Google Forms nie ma zaawansowanej obsługi parametrów przekazywanych w query stringu, stąd nie będzie to prosta sprawa. W wypadku formularza, który zakodujesz samodzielnie jest to oczywiście możliwe.
Google Sheets – podłączamy się do arkusza kalkulacyjnego Google.
Formularze Google przetwarzają swoje dane i zapisują je w wewnętrznej bazie, a Ty możesz – dla łatwego, późniejszego eksportu, wystawić je sobie także w arkuszu Google Sheets. W ustawieniach formularza wystarczy zaznaczyć opcję, że wyniki mają być zapisane w Arkuszach Google.

Odpowiednią opcję znajdziesz w prawym górnym rogu. Po utworzeniu arkusza automatycznie będzie on zawierał układ pól analogiczny do pytań w Twoim formularzu.
Net Promoter Score – jak zacząć zbieranie danych?
Teraz jedyne Twoje zadanie, to zachęcić Twoich klientów do wystawienia oceny NPS. Z mojego doświadczenia wynika, że średnio co 10’ty poproszony klient zgadza się wystawić ocenę. W moim wypadku połowa z nich pozostawia też odpowiedź opisową. Twoje zadanie polega w tym momencie na zachęceniu klientów do wejścia na adres formularza, który utworzyłeś w Google Forms, aby wypełnili tę krótką ankietę.
Oto kilka pomysłów, kiedy prosić klienta o ocenę:
- po kilku dniach od realizacji zamówienia,
- co pół roku, kiedy z Twojej usługi/produktu korzysta się cyklicznie,
- przy finalizacji procesu reklamacyjnego,
- krótko po kontakcie z obsługą klienta,
- po kilku przeczytanych newsletterach,
- po rozmowie telefonicznej.
Kiedy w Twoim systemie są już dane – czas wreszcie „wypuścić Krakena!”
Google Looker Studio – jak je wykorzystać w badaniach NPS?
Looker Studio przyda nam się do kilku rodzajów analiz.
- Analiza wyniku NPS w czasie.
- Kategoryzacja odpowiedzi opisowych.
- Wyświetlanie wszystkich odpowiedzi w podziale na segmenty detraktorów, neutralnych, promotorów.
Zatem podwijamy rękawy i bierzemy się do roboty!
Looker Studio i pomiar Net Promoter Score w czasie
Aby uzyskać elegancki wykres, pokazujący wyniki NPS w czasie, proponuję Ci postępować wg poniższego, sprawdzonego przeze mnie schematu. Najpierw ułatwimy sobie klasyfikację odpowiedzi do odpowiednich segmentów. Wprowadzamy trzy nowe pola, którym nadamy wartości 0 lub 1. Będą nazywać się odpowiednio: Promotor, Neutralny, Detraktor. W tym celu skorzystamy z własnych pól obliczeniowych. Wystarczą nam podstawowe warunki, jakie oferuje Looker Studio.

Na początek klikamy ikonę przy źródle danych i wybieramy opcję Dodaj pole. Teraz tworzymy trzy kolejne pola, które będą przyjmować wartości 0 lub 1, zależnie od tego, do którego segmentu kwalifikujemy respondenta.
Korzystamy tu z warunkowej formuły, omawianej wcześniej w tym artykule – w części, w której omawiałem wyrażenia regularne (tzw. regexpy).

Na ilustracji widać wykorzystanie funkcji CASE, oznaczające, że jeśli wartość pola „Jak prawdopodobne jest…” jest 9 lub więcej (w praktyce będzie to 9 lub 10) – pole przyjmie wartość 1. Nazywamy to pole „Promoter”, czyli promotor. Nazwa jest dowolna, natomiast w ten sposób będziemy pamiętać, co to pole oznaczało.
Analogicznie definiujemy kolejne pola, oznaczające segment neutralny i segment detraktorów:


Proste, prawda? Jeśli jednak coś jest dla Ciebie niejasne – pisz w komentarzu, albo łap mnie na LinkedIn – chętnie odpowiem.
Net Promoter Score – główna formuła w Google Looker Studio.
No, to teraz najważniejsza formuła. Skoro wiesz już, jak wygląda wzór na obliczenie NPS, pora wprowadzić kluczową formułę. Tym razem będziesz posługiwać się formułą obliczaną i agregowaną.

Formuła jest zgodna z definicją, tj. odejmuje udział detraktorów od udziału promotorów w całości respondentów, a mnożenie przez 100 jest dlatego, że tradycyjnie wynik NPS podajemy w procentach.
W ten sposób mamy gotową własną metrykę, która pozwoli nam przygotować elegancki wykres, pokazujący zmiany NPS w czasie. Ponieważ w tym wypadku zależy nad na agregacji z całego dnia i pokazaniu „średniego” NPS dziennego, używamy agregacji wg średniej:

Na koniec możesz wstawić prosty wykres, np. wykres liniowy w czasie, a efekt wygląda następująco:

Czyli mamy już stały, bieżący monitoring wskaźnika NPS. Co jeszcze może powiedzieć nam Data Studio?
Google Looker Studio i klasyfikacja opisówki z Net Promoter Score.
Kiedy masz bardzo dużo odpowiedzi opisowych, trudno przeprowadzać na nich wnioskowanie, bo zazwyczaj nie jesteśmy w stanie ich odpowiednio szybko przeczytać. Ponadto, ze względu na ograniczenia umysłu, nie jesteśmy w stanie przetworzyć ich odpowiednio efektywnie. Przydałby się mechanizm ułatwiający takie zadanie, prawda?
Zazwyczaj kiedy klienci w opiniach będą odnosić się do Twojej oferty, okaże się, że możesz zidentyfikować słowa-klucze, które pozwolą zaklasyfikować wypowiedź. Pomoże nam w tym funkcja, którą poznaliśmy wcześniej, czyli funkcja warunkowa połączona z wyrażeniami regularnymi REGEXP MATCH. Oto przykład:
CASE WHEN REGEXP_MATCH(Uzasadnienie: Zaznaczyłem taką liczbę, ponieważ…,'.(?i)(cena|ceny|drog|tani|koszt|pieniądz|promoc).') THEN 'cena' WHEN REGEXP_MATCH(Uzasadnienie: Zaznaczyłem taką liczbę, ponieważ…,'.(?i)(chat|czat|telef|konsu|obs|odpowiedź|odpowiedz).') THEN 'obsługa' ELSE 'inne' END
A tak wygląda formuła już wewnątrz Google Data Studio:

Zwróć uwagę na mechanizm (?i). Ta konstrukcja sprawia, że formuła nie będzie brać pod uwagę wielkości liter. Korzystając z takiej przykładowej formuły możemy – całkiem trafnie – zbudować nowy wymiar i użyć go do przygotowania tabeli. popatrz, tu zestawiam realne odpowiedzi wraz ze wskazanymi przyczynami. Popatrz, tak to wygląda w tabeli:

Dzięki proponowanemu podejściu jesteśmy w stanie szybko narysować sobie wykres np. kołowy, który pokaże, do czego przede wszystkim odnosili się w badaniu respondenci NPS. Poniżej prezentuję wykres oraz jego definicję w Looker Studio. To proste, wstawiamy nowy wykres kołowy, jako wymiar wskazujemy utworzone wcześniej własne pole z klasyfikacją uzasadnienia.


Naturalnie, pokazałem Ci dość prosty sposób klasyfikacji, oparty o zaledwie 2 popularne przyczyny, jednak myślę, że skoro czytasz jeszcze ten artykuł, to idea jest dla Ciebie w pełni przejrzysta. Wystarczy skopiować warunki WHEN dla mojej przykładowej formuły dla każdej kategorii tematycznej, którą chciałbyś w ten sposób analizować.
Innymi słowy, zakładając sobie dodatkowe filtry na segmenty – np. żeby wyświetlić tylko promotorów, albo tylko detraktorów – możesz elegancko zrobić listę tego, co powodowało, że użytkownicy byli zadowoleni lub niezadowoleni z Twojej marki. I mieć tą wiedzę na jedno klikniecie, w gotowym raporcie, stale aktualizowaną poprzez dane zaciągane online z arkusza. Piękne, prawda?
Net Promoter Score – jak Google Looker Studio pomaga z histogramem?
Ostatnią możliwością, którą chciałem Ci pokazać w tym wpisie, jest histogram. Patrząc tylko na samo badanie NPS, na syntetyczny wskaźnik, będziesz mieć trudność w dostrzeganiu szans na jego poprawienie.
Dlatego właśnie proponuję Ci patrzenie na histogram, który pomoże Ci szacować LICZBĘ osób, które przyznały poszczególne oceny. W celu przygotowania histogramu proponuję wykres kolumnowy, w którym jako źródło wskażemy przyznaną odpowiedź NPS. Polecam wskazać wymiar typu tekstowego, co ułatwi sortowanie.

Oto moja definicja wykresu. W oparciu o taką definicję wykres wyświetla się następująco:

Jak widzisz, uzyskaliśmy prawie-że-histogram. Zwracam tylko uwagę, że ma on „luki”, tj. jeśli jakaś odpowiedź nie padła w badaniu, to nie ma jej na wykresie z wartością 0 (zero).
Wciąż jednak możemy go w miarę sprawnie interpretować. Interpretację wykresu proponuję przeprowadzić na przedziałach, odpowiadających segmentom klientów wg NPS:
| Ocena | Segment | Interpretacja przykładowego histogramu |
| 0-6 | Wrogowie marki (ang. detractors/terrorists) | Dość klasyczny układ – najwięcej wrogów to „wrogowie silnie zdeklarowani”, czyli osoby, które przyznały ocenę „zero”. |
| 7-8 | Osoby neutralne | Widać, że znacznie więcej osób neutralnych wybrało odpowiedź 7, co sugeruje, że są one bliżej detraktorów. Wystarczy drobne potknięcie, aby wynik NPS obniżył się. O wiele lepiej byłoby mieć w tym miejscu „ósemki” z perspektywą wskoczenia do segmentu „promotorów”. |
| 9-10 | Sympatycy marki (ang. promoters) | Znaczna przewaga „dziewiątek” sugeruje, że nie robimy jeszcze wystarczająco dobrej roboty w zachwycaniu klientów. Wysoki wynik jest „chwiejny” – jeśli „dziewiątki” przejdą na „ósemki” bardzo negatywnie wpłynie to na wynik NPS. |
Gratisowy szablon NPS do Google Looker Studio
Skoro dotarłeś w lekturze artykułu do tego miejsca – mam dla Ciebie mały upominek.

To gratisowy, gotowy raport do Looker Studio, przy pomocy którego będziesz mógł szybciej wykonać te wszystkie analizy. Raport znajdziesz pod tym linkiem: https://datastudio.google.com/s/vZYstKQClgc
Podsumowanie
Z badaniami NPS pracuję codziennie od kilku lat. Przeanalizowałem ponad 180 tysięcy ocen w ankietach NPS i gorąco zachęcam Cię do stosowania tej metodyki w kontekście Twojej marki.
Jak pewnie wiesz, w naszej firmie badanie NPS stanowi bardzo istotną część działalności. Mimo, że sami napisaliśmy wyspecjalizowaną aplikację, która realizuje wyłącznie to zadanie, to podłączyliśmy do jej bazy także Looker Studio, ponieważ łatwość wizualizacji danych jest tu ogromna!
Jeśli cokolwiek w tym artykule wydało Ci się inspirujące, jeśli dowiedziałeś się czegoś nowego, proszę – napisz o tym w komentarzu i podziel się linkiem do tego wpisu w mediach społecznościowych. Daj też znać, czy metodyka Net Promoter Score Cię zainteresowała i chciałbyś jeszcze poczytać na ten temat.
Życzę Ci powodzenia w implementacji tej metodyki u Ciebie!
To może Cię zainteresować:
Może Cię również zainteresować:
- Na co warto zwrócić uwagę przy konfiguracji GA4?
- Jak analityka produktowa wpływa na Twój biznes?
- Google Search Console – przewodnik po narzędziu
Google Looker Studio – FAQ
Artykuł Google Looker Studio – poradnik pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Artykuł 10 błędów popełnianych w kampaniach Google Ads pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>1 Zły dobór słów kluczowych
Przede
wszystkim powinieneś postarać się, aby nie używać słów zbyt ogólnych,
które wspominają o obszarach zainteresowań Twojej firmy, ale nie
przedstawiają usług oraz produktów w odpowiednim kontekście. Przykładem
może być tu słowo zamek, które może mieć wiele znaczeń – zamek
błyskawiczny, zamek – budowla, zamek – mechanizm w drzwiach. Unikaj
zwrotów, które mogą wprowadzać użytkowników w błąd, ale jednocześnie nie
przesadzaj też z nadmiernym dopasowaniem słów kluczowych. Możesz
korzystać z długiego ogona, czyli np. wykorzystać taką rozbudowaną
frazę, jak zamek do drzwi przesuwnych + nazwa marki.
2 Nadużywanie dopasowania zbliżonego
Nie powinieneś stosować słów kluczowych tylko w jednym dopasowaniu, szczególnie zbliżonym. Dopasowanie to jest domyślnie dodawane do konta poprzez Ads. Efektem będzie sytuacja, że jeśli użytkownik wyszukiwarki wpisze frazę nawet luźno powiązaną, to wyświetli się mu Twoja reklama, przez co będziesz mieć niższy CTR, niższą jakość i w rezultacie takie działanie nic ci nie da.
3 Brak stosowania wykluczeń
Chcesz zrobić porządek ze słowami kluczowymi w dopasowaniu zbliżonym? Stosuj wykluczenia. W interfejsie Google Ads możesz sprawdzić, co wpisywały osoby, które widzą Twoje reklamy, a dzięki temu wykluczysz frazy niepożądane.
4 Brak grupowania słów kluczowych
Słowa kluczowe należy grupować, a osoby reklamujące się w Google Ads często do tej kwestii podchodzą z niewystarczającą uwagą. Każda kategoria słów kluczowych powinna posiadać dedykowaną treść reklamy i jeśli dana fraza nie odpowiada treści dla kategorii, to powinna być natychmiast przeniesiona do innej grupy. Reklamy nie powinny być uogólniane.

Przykład prawidłowo skonstruowanej reklamy Adwords
5 Nieodpowiednie kierowanie reklam
Twoja
firma znajduje się w danym mieście i to w nim głównie działa? Nie
ustawiaj reklam na całą Polskę, a jedynie na dany obszar. Nie ma nic
złego w tym, jeśli w Twoich frazach znajdzie się nazwa miasta, w którym
działa Twoja firma.
6 Zła konstrukcja tekstów reklamowych
Jednym z najważniejszych elementów reklamy w Google jest jej nagłówek. Dobrze, jeśli zawiera on słowo kluczowe wyszukiwane przez użytkownika. W kolejnych częściach reklamy opisz zalety swojej oferty oraz umieść wezwanie do działania.
7 Nie stosuj ustawień domyślnych
Korzystanie z domyślnych ustawień nie jest najlepszym rozwiązaniem. Sprawdź zatem, czy ustawiłeś konkretne stawki dla każdego ze słów kluczowych. Automatyczne rozwiązania w dłuższej perspektywie są nieopłacalne. Sprawdź również, czy Twoja strona jest responsywna, a jeśli nie, to nie kieruj reklam na urządzenia mobilne.
8 Brak stosowania nazw marek
Użytkownik Google, który poszukuje konkretnego produktu, często wyszukuje go po nazwie marki. Marka mogła zastrzec swoją nazwę na stosowanie jej w linkach sponsorowanych. Jeśli jednak tego nie zrobiła, używanie nazw marek oraz nazw konkurentów jest bardzo dobrym pomysłem.
9 Strona docelowa nie powinna być stroną główną
Reklamy
często dotyczą konkretnej oferty, ale reklamodawcy kierują je na stronę
główną, a nie stronę konkretnego produktu. Nie jest to najlepszym
rozwiązaniem, gdyż taki proceder może zniechęcać użytkownika, który nie
będzie chciał szukać na całej stronie konkretnego produktu.
10 Nadzoruj kampanie
Nadzoruj swoją reklamę! Powinieneś sprawdzać kliknięcia, to, czy reklama nie została wyłączona z powodu złego doboru słów albo czy nie skończył się Twój budżet. Włączona kampania wcale nie musi wyświetlać reklam.

Przykład źle dopasowanych słów kluczowych
Aby Twoja kampania przynosiła efekty, musi mieć konkretny cel. Wiele osób wykupuje reklamy w Ads nie wiedząc, co chcą osiągnąć. Jest to spory błąd, który niestety później odbija się na wynikach i jakości przeprowadzanych kampanii.
Jeśli posiadasz swoją firmę lub sklep internetowy, mamy nadzieję, że nasze porady pomogą Ci uważnie przeprowadzić kampanię Google Ads.
Artykuł 10 błędów popełnianych w kampaniach Google Ads pochodzi z serwisu cyber_Folks.
]]>Ten materiał jest przeznaczony dla:
- osób, które zadają sobie pytanie, czy wybór hostingu wpłynie na ich pozycje w wynikach wyszukiwania,
- zakładających stronę www po raz pierwszy, którym zależy na hostingu sprzyjającym osiąganiu wysokich pozycji,
- specjalistów seo, którzy wyczerpali inne możliwości wpływania na pozycje i zastanawiają się teraz, czy zmiana hostingu może poprawić wyniki.
Zanim zaczniemy mówić o hostingu seo
To dość rozległy wpis o hostingu w kontekście seo. Jeśli należysz do osób, które wolą obejrzeć szybkie video – przygotowałem ten materiał w formie kilkuminutowego filmu, streszczającego najważniejsze elementy.
Hosting seo a szybkość wczytywania strony
Google na swoim oficjalnym blogu mówi o roli szybkości w budowaniu rankingu już od 2010 roku W 2018 pojawia się informacja o tym, że oficjalnie szybkość będzie brana pod uwagę jako czynnik
rankingowy przy kształtowaniu wyników mobilnych a w 2020, w maju, pojawia się informacja
o Core Web Vitals, czyli takich najważniejszych z punktu widzenia szybkościowego parametrach
strony internetowej i o tym, że będą one wpływać na kształtowanie wyników wyszukiwania.

Google mówi o tym, że będzie oceniać strony internetowe przez pryzmat siedmiu grup czynników,
z czego aż trzy wiążą się bezpośrednio z zagadnieniem szybkości.
Są to:
Largest Contenful Paint, czyli czas wyrenderowania największego elementu, największej części strony internetowej.
First Input Delay – czas do momentu, kiedy strona uzyskuje interaktywność, czyli kiedy możesz klikać i wejść w jakąś interakcję z tą stroną internetową.
Visual Stability Index – na pewno znasz to uczucie zwłaszcza na urządzeniu mobilnym, kiedy wchodzisz na jakąś stronę i ona tak się zmienia, zmienia, zmienia kiedy się doładowują kolejne elementy, aż w końcu zastyga w takiej swojej docelowej formie. No i właśnie to zmienianie się jest tutaj przedmiotem zainteresowania Google’a.
Te czynniki są nieprzypadkowe, one wynikają z troski o doświadczenie użytkownika. Tyle się dowiadujemy z oficjalnych materiałów Google’a Trudno kwestionować tego typu wiedzę. Natomiast zapytałem również praktyków, specjalistów między innymi Łukasza Suchego z Devagroup czy Grześka Strzelca autora kursu Papaseo, a więc dwie osoby cieszące się raczej dużym autorytetem w polskim świecie seo no i obie z tych osób wypowiedziały się z pewną rezerwą, zauważając, że tak naprawdę nie zauważyły istotnego wzrostu pozycji w wyniku tego, że strona zaczęła się szybciej ładować.
Wróćmy jednak do opinii na temat szybkości jako czynnika rankingowego. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych ekspertów w Polsce jest autor unikatowego szkolenia Papa Seo, Grzegorz Strzelec. O opinię poprosiłem także Łukasza Suchego z Deva Group.
OPINIA EKSPERTA
Co prawda jest to czynnik pośredni dla SEO (choć kluczowy biznesowo) i poza skrajnymi przypadkami stron, które się po prostu ładują w nieskończoność, nigdy nie zaobserwowałem, aby różnica w ładowaniu o sekundę czy 3 sekundy, mogła wpłynąć w sposób bezpośredni na SEO.
Grzegorz Strzelec,
ekspert seo, właściciel papaSeo.com


Łukasz Suchy,
ekspert SEO i SEM z devagroup.pl
OPINIA EKSPERTA
W swojej pracy nie zauważam bezpośredniego wpływu szybkości działania strony na jej ranking w wynikach wyszukiwania. Szczególnie dobrze widać to na stronach, na których poprawa rzędu 2-3 sekund nie daje zauważalnych efektów dla SEO. Jednak, szybkość wczytywania strony jest dla mnie ważnym elementem i czynnikiem w ogólnym odbiorze stron – w końcu jako seowcy mamy swoimi działaniami pomóc klientom w dotarciu do szerszej grupy odbiorców i doprowadzić do jak największej liczby konwersji. Co prawda wkracza to nieco w dział UX – szybkość ma bowiem wpływ na konwersje w serwisie oraz wygodę użytkowników. Poprawa szybkości ma zatem pośredni wpływ na wyniki SEO :). Widoczny jest również coraz mocniejszy nacisk na szybkość działania serwisów ze strony samego Google. Mamy przecież Core Web Vitals, które ciągle zyskuje na znaczeniu. Dodatkowo, w połowie 2021 r. czeka nas kolejna duża aktualizacja poświęcona szybkości i UX.
Mimo faktu, że doświadczeni eksperci są sceptyczni, to również zauważają, że szybkość ładowania strony jest ważna, ponieważ wpływa też na inne elementy, na przykład na Quality Score w systemie Google Ads oraz – przede wszystkim – na Trudno powiedzieć, jak sytuacja będzie wyglądać w 2021, bo Google będzie wdrażać mechanizmy oparte o czynniki Core Web Vitals. Jako przygotowanie do tego procesu popularny test PageSpeed już teraz sprawdza te właśnie parametry:

Hosting, seo i limity bezpieczeństwa
Kolejny element, który warto wziąć pod uwagę wybierając hosting, to tak zwane limity bezpieczeństwa. Większość hostingów współdzielonych ma te limity ustalone po to, żeby zachować stabilność serwerów oraz uruchomionych na nich usług.
I teraz, kiedy Twoja strona jest napisana w sposób daleki od optymalnego kiedy masz duży ruch i umieszczasz tą stronę na jednym koncie hostingowym z jeszcze innymi stronami, no to jest spora szansa, że zaczniesz przekraczać te limity! Z mojego doświadczenia hostingowego wynika, że najczęściej przekraczanym limitem jest limit jednocześnie uruchomionych procesów PHP.
Jeżeli tak się dzieje, jeśli dochodzi do wysycenia tych limitów bezpieczeństwa i wtedy Twoja strona zostanie zatrzymana, przestanie się otwierać. Wyobraź sobie że właśnie wtedy wchodzi na nią Google Bot – i co wtedy? Wtedy strona akurat nie działa… Tego typu przypadek nie jest wcale rzadkością, mówił o tym na przykład Piotr Michalak podczas spotkania Seo Meetup, organizowanego w we Wrocławiu w grudniu 2018 roku. Opisywał wówczas przypadek sklepu rowerowego, którego indeksowanie przez robota napotkało poważne problemy z powodu… limitów bezpieczeństwa serwera!
Takie problemy mogą się pojawić, kiedy Twój serwis jest średnio napisany i „zgarnia” bardzo dużo ruchu. Kiedy natomiast Googlebot wchodzi na Twoją stronę i ona się nie otwiera – łatwo się domyślisz: nie wpływa to dobrze na Twoją wiarygodność w oczach wyszukiwarki.
Ataki sieciowe a hosting seo
Również, jeśli chodzi o odporność na ataki sieciowe, firmy hostingowe różnią się między sobą. Jedne firmy mają większą, inne mniejszą zdolność do radzenia sobie na przykład z atakami typu DDoS.
Kiedy taki atak zostanie wycelowany w serwer, na którym znajduje się Twoja strona i skutecznie położy nie tylko Twoją stronę, ale tak naprawdę cały serwer, a firma hostingowa w ramach obrony może po prostu wyłączyć Twój serwis. Znowu zatem – jeśli Googlebot będzie w tym samym momencie próbował dostać się do Twojej strony, to wpłynie negatywnie na Twoją reputację w oczach wyszukiwarki i raczej będzie to sprzyjać obniżaniu Twojej pozycji w wynikach wyszukiwania.
Redakcja Pracawsieci.net
Zwracamy dużą uwagę na szybkość ładowania stron w przypadku wyboru hostingu. Ma to nie tylko wpływ na SEO, ale też na ogólny UX witryny – czyli na to, na czym każdemu najbardziej zależy. Wybór hostingu oraz odpowiednia optymalizacja ma tutaj kluczowe znaczenie.
Niezawodność hostingu a Twoje wyniki seo
Idąc tropem nieutrudniania procesu indeksowana treści Googlebotowi można śmiało przyjąć, że niezawodność stron internetowych bardzo się tutaj liczy. Skoro mamy już jasność co do tego, że zdecydowanie wolisz kiedy strona działa sprawnie podczas odwiedzin zarówno ludzi, jak i robotów, to najlepiej wybierać te hostingi, które sprzyjają wysokiej niezawodności.
Mam tu na myśli przede wszystkim te, które poza dobrą infrastrukturą zapewniają Ci też dobry dostęp do kopii zapasowych. Bo jeśli Twoja strona zostanie zhakowana, to tak naprawdę w żaden sposób, znowu, nie poprawiasz swojej reputacji. Co gorsza, jeśli Google wykryje infekcję na Twojej stronie, to może radykalnie wpłynąć to na wyniki w Twoim rankingu, a nawet, na przykład, spowodować nagłe wyłączenie reklam w systemie Google Ads.
W takim wypadku możesz chcieć bardzo szybko przywrócić z backupu niezainfekowaną wersję oczywiście ja gorąco rekomenduję przede wszystkim poznanie przyczyny tej infekcji, zanim będziesz przywracał stronę z backupu, natomiast nie ulega wątpliwości, że lepiej ten backup po prostu mieć. Dlatego jest to również rzecz, którą warto brać pod uwagę wybierając firmę hostingową.

W naszej firmie wykonujemy kopie zapasowe codziennie, w planach hostingu dla WordPress i hostingu dla PrestaShop bazy są backupowane nawet częściej, bo co 6 godzin. Dane są przechowywane do 28 dni wstecz – to znacznie dłużej niż u wielu innych operatorów. Polityka kopii zapasowych to zresztą temat na odrębny artykuł, który także znajdziesz na naszym blogu.
DNS Anycast a hosting seo
Kolejny element, to jest technologia DNS Anycast. Moim zdaniem ta technologia może mieć potencjalnie wpływ na Twoje wyniki. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że technologia DNS Anycast pozwoli na szybsze wczytanie strony, jeśli mamy do czynienia z tym, że użytkownik jest oddalony geograficznie od Twoich serwerów. Tak się może dziać w przypadku robota Google.

Jeśli robot Google szybciej wczyta Twoją stronę, szybciej w rozumieniu czasu do pierwszego bajtu odpowiedzi, tzw. TTFB, a na ten czas składa się między innymi czas odpowiedzi serwera DNS, to w takim wypadku masz szansę, że Google weźmie to pod uwagę. Neil Patel, uznawany za autorytet w dziedzinie seo na skalę światową wykonywał tego typu badania i potwierdził, że istnieje korelacja chociaż – powiedzmy sobie to szczerze – nie jest ona bardzo silna, pomiędzy czasem TTFB, czyli Time to First Byte, a pozycją w Google.
Możesz również dla swoich słów kluczowych zadać taką korelację narzędziem surferseo, które serdecznie polecam.
Czy klasa adresowa hostingu ma wpływ na SEO?
Kolejnym kryterium, które warto wziąć pod uwagę jest adres IP. Google mówi, że to, gdzie Ty jesteś geograficznie – ma wpływ na kształtowanie lokalnych wyników wyszukiwania. Twoja pozycja jest ustalana między innymi w oparciu o adres IP. Co za tym idzie – klasy adresowe mogą mieć wpływ na wyniki wyszukiwania, sugerując Google większą przydatność wyników np. stron z tego samego kraju.
Wyniki wyszukiwania jak wiesz, są w coraz większym stopniu spersonalizowane no i nic dziwnego, że jeśli zależy Ci na wysokiej pozycji w rankingu Google w konkretnym kraju, to dobrze, żebyś miał klasę adresową właśnie z niego. Przez wiele lat osobiście opiekowałem się klientem z klastrem dedykowanych serwerów pod ecommerce, ustawionym w Berlinie tylko dlatego, że klientowi zależało na świetnej widoczności w google.de
Powiedzieć jednak jasno należy – na wyniniki SERP wpływają głównie klasy adresowe użytkownika kierującego zapytanie, a nie serwera. Lokalizacja serwera nie jest obecnie uznawana za bezpośredni czynnik rankingowy.
Pamiętaj natomiast o wpływie pośrednim, związanym m. in. z rosnącym czasem ładowania strony, kiedy będzie ona daleko od użytkownika.
Złe sąsiedztwo – co oznacza w kontekście hostingu seo?
Złe sąsiedztwo to jest kolejny element, który przejawia się w dyskusjach na temat roli hostingu w SEO. Jeśli chodzi o złe sąsiedztwo, to ja tutaj powiedziałbym za Google, że jest to jeden z czynników, ale moim zdaniem nie jest on krytyczny. O co chodzi ze złym sąsiedztwem?
Firma hostingowa ma setki, czasem nawet i tysiące stron na jednym serwerze, na jednym adresie IP. Jeśli więc jedna z takich stron „nabroi” – czyli na przykład są na niej wirusy, trojany, czy jakieś inne złośliwe treści, to może to rzutować na autorytet pozostałych stron, pozostałych domen utrzymywanych na tym serwerze.
Jednak, Google raczej podchodzi do tego zdroworozsądkowo i też doskonale rozumie tę sytuację, że większość stron znajduje się na hostingach współdzielonych, no i są one podatne na efekt tego złego towarzystwa, więc tak naprawdę, aby dostać karę za takie złe towarzystwo, przynajmniej wg Matta Cuttsa, trzeba wpaść naprawdę w bardzo, bardzo złe towarzystwo:
Zatem złe towarzystwo z punktu widzenia krótkoterminowego Google – może mieć wpływ na Twoją pozycję, głównie jeśli jest naprawdę bardzo złe. Zazwyczaj nie powinno wpływać na SERP’y. Natomiast w długim terminie i tak szerzej na to patrząc, to złe towarzystwo będzie negatywnie wpływało na reputację Twojej domeny czy Twojej strony, zwłaszcza w przypadku współdzielonych adresów IP i może dojść do sytuacji, w której właśnie strona będzie blokowana chociażby poprzez skanery antywirusowe.
Jeśli masz własne przemyślenia na temat tych kryteriów – śmiało, podziel się Twoim zdaniem w komentarzu, daj znać, co sądzisz o tych kryteriach, może masz jakieś własne – bardzo chętnie poznam Twoje zdanie. Myślę, że to jest taki temat, który budzi emocje, więc po prostu rozmawiajmy, dyskutujmy, dzielmy się poglądami.






Ja nie zgodzę się z ekspertami, wymienionymi w artykule 🙂 Faktem jest, że jeśli strona ładuje się 0.5 sekundy to kolejne 3-4 sekundy mogą mieć małe znaczenie. Zazwyczaj spotykanym jest jednak przypadek, że strona ładuje się 8 sekund, zamiast 4 i to już może zwyczajnie irytować użytkowników. Jeśli rozpatrujemy kiepską wydajność w długim terminie, to doprowadzamy do sytuacji, że użytkownicy wybierają inne strony, bo nasza ich po prostu irytuje. Stąd prosta droga do obniżenia pozycji lub problemów z ich uzyskaniem, ponieważ sygnały od użytkowników będą zyskiwać na znaczeniu, a wolny serwer to marnowanie zasobów co w drodze do zero emisyjności jest niedopuszczalne 😉
Dzięki za głos w dyskusji. Być może przytoczone osoby po prostu w mniejszym stopniu pracują ze stronami o takich czasach ładowania, jak Ty wspominasz. Jestem podobnego zdania – kiedy strona wczytuje się 8-10 sekund, to brzmi źle z kilku powodów: Wyczerpanie budżetu crawlowania oraz zniechęcenie użytkownika – a słaby wynik Core Web Vitals tylko to potwierdzi. Kiedy strona jest zniechęcająca, trudniej też o naturalne linkowanie czy choćby polecanie samej marki w sieci – a co do zasady są to w SEO dość pożądane elementy. Dlatego szybkość moim zdaniem ma znaczenie.